piątek, 10 czerwca 2011

Najlepszy deser lata i piosenka Soko, która "męczy" mnie średnio raz na 3 lata :)

Każdy spodziewał się jakiegoś spektakularnego przepisu a tu lipa... Spokojnie, poniżej macie moją ulubioną wersję czerwcowego deseru.

Wiem, że powinnam wrzucać tutaj jakieś tajemne receptury pięknych owocowych smakołyków, kolorowych i przepełnionych świeżymi warzywami obiadów, ale nie mam siły, nie mam czasu, nie mam nawet za bardzo ochoty. Gotuję i jem bardzo dobre rzeczy ostatnio, nawet robię im zdjęcia, żeby mieć dowód ( mój tata, za każdym razem, kiedy ze mną rozmawia, prosi o to, abym się dobrze odżywiała, bo wie jakim szkieletem bywam w stresowym dla mnie czasie) i móc Wam kiedyś zaprezentować przykładowe "zestawy obiadowe". Ale to chyba odległa przyszłość... Musicie cierpliwie poczekać :) 

Łapcie za to fantastyczny post z jednego z najlepszych, moim zdaniem, wegańskich blogów ever.  Oto jak wygląda wegański catering z prawdziwego zdarzenia - taka dedykacja dla tych, którzy wciąż myślą, że weganie nie cieszą się jedzeniem... 


A  teraz czas  na najlepszy deser lata... Nic dodać, nic ująć :)

Trzeba wybrać się na pobliski ryneczek, do warzywniaka lub ogródka - generalnie wszędzie tam, gdzie można dostać truskawki, dokładnie przepłukać je pod bieżącą wodą ( nie chcemy przecież W.Z.W A gratis, prawda?) i wcinać bez opamiętania...  Smacznego i na zdrowie :)


Chce też się z Wami podzielić piosenką Soko i nie pytajcie, jak to się stało, że znowu chodzi mi po głowie... Historia wciąż zatacza koło. Średnio co 3 lata...





So, of course, you were supposed to call me tonight
you were supposed to call me tonight
we would have gone to the cinema
and, after, to the restaurant, the one you like in your street

we would have slept together, have a nice breakfast together
and then a walk in a park together, how beautiful is there!
you would have said "i love you" in the cutest place on earth
where some lullabies are dancing with the fairies

i would have waited like a week or two
but you never tried to reach me
no, you never called me back
you were dating that bleach-blonde girl
if i find her, i swear, i swear...

i'll kill her, i'll kill her
she stole my future, she broke my dream
i'll kill her, i'll kill her
she stole my future when she took you away

i would have met your friends, we would have had a drink or two
they would have liked me, 'cause sometimes i'm funny
i would have met your dad, i would have met your mum
she would have said "please, can you make some beautiful babies?"

so we would have had a boy called tom and a girl called susan, born in japan

i saw it was a love story, but you don't want to get involved
i saw it was a love story, but you're not ready for that ...

me neither. i'll kill her
she stole my future, she broke my dream
i'll kill her, i'll kill her
she stole my future when she took you away

she's a bitch you know, all she's got is blondeness
not even tenderness, yeah, she's cleverless
she'll dump your arse for a model called brendan
he will pay for beautiful surgery 'cause he's full of money

i would have waited like a week or two
but you never tried to reach me
no, you never called me back
you were dating that bleach-blonde girl
if i find her, i swear, you know, i swear, i swear ...

i'll kill her, i'll kill her
she stole my future, she broke my dream
i'll kill her, i'll kill her
she stole my future when she took you away
i'll kill her, i'll kill her
she stole my future, she broke my dream
i'll kill her, i'll kill her
she stole my future when she took you away

man, i told you, you know, if i find her,
i really, i, i mean, i'll kill her, for real!
it's like for sure, you have to know, uh,
i mean, you know, i can do it, man,
i'll kill her

22 komentarze:

  1. Tez bardzo lubie te piosenke odkad uslyszalam ja pierwszy raz, ale bylo to troche pozniej, bo jakies 2 lata temu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny kawałek i wcale się nie dziwie, że wraca do Ciebie jak bumerang :) pozdrawiam i zapraszam na moje urodzinowe Candy.
    http://kuchennewojowanie.blogspot.com/2011/06/moje-candy-urodzinowe.html

    OdpowiedzUsuń
  3. truskawki wcinam codziennie i to duze ilosci, sa pyszne:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zarówno truskawki jak i ten kawałek są genialne:) też do mnie wracają sezonowo;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie znałam tego przepisu, dzięki :)
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ... czasami zapominamy, że piękno tkwi w prostocie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. takie dość stereotypowe nawrzucanie blondynce. sprytniej byłoby nawrzucanie tej lasce bez odwoływania się do jej koloru włosów. chyba że ta piosenka to taka kartka z pamiętnika i musiała w ten sposób. i przemocy jakiejkolwiek mówię nie :P
    ale ma uroczy głos i melodia jest ok.
    pozdrawiam, blondynka.

    OdpowiedzUsuń
  8. wiesz, my brunetki mamy taki kompleks ;, bo podobnie jak SOKO mam naturalnie niestety bardzo ciemne włosy :/

    Nie wiem dlaczego farbowana blondynka stała się synonimem głupiej laski;/

    a tak poważnie to tylko "niewegańskość" rozjaśniaczy i farb do włosów powstrzymuje mnie własnie od tego, aby stać się właśnie bleach-blond ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. polecam wątek na forum klubu ok!
    z polecenia używałam rozjaśniacza tints of nature (it contains no animal ingredients, not tested on animals...zawiera organiczne certyfikowane składniki (ecocert)- jest to jednak przede wszystkim chemia, nie ma co udawać). a klub ok! ma chyba najbardziej wiarygodną taką listę z produktami cruelty-free (aczkolwiek nie wszystkie są wegańskie!)
    vegan society cenię, ale nie są tak konsekwentni, aktualna lista BUAV jest dość dziwna...(np. mary kay - pędzle z naturalnego włosia, super drug jako całość..czy nawet body shop (choć paradoksalnie tak 'zaangażowanego' dużego stacjonarnego sklepu w polsce nie spotkałam - byłam naprawdę mile zaskoczona jak pani ekspedientka-wizażystka z dumą mówiła o pędzlach syntetycznych i dlaczego ich produkty nie zawierają odzwierzęcych składników (tu się trochę minęła z prawdą chyba, tak przynajmniej twierdzą na forum, petycje wystawione na ladzie w sprawie zmiany ustawy o zwierzętach, plakat z akcją na rzecz zwierząt itp., no ale..) i ives rocher - niepewna, niedawno czytałam, że też używają chociażby naturalnego włosia). peta ze swoją listą prezentuje 'nietesotwanie na zwierzętach', nie jest dokładna.
    ale żeby nie było - niech wszystkie te organizacje i akcje (również nie wspomniane leaping bunny, eceae, lav i inne) niech rosną w siłę i zdobywają nowych zwolenników.
    pozdrawiam, tleniona blondynka

    OdpowiedzUsuń
  10. mnie z kolei zastanawia kwestia kosmetykow - czy Twoj makijaz tez jest weganski? skad bierzesz weganskie kosmetyki kolorowe, jak lakiery do paznokci czy tusz do rzes?

    OdpowiedzUsuń
  11. generalnie strasznie rzadko można mnie zobaczyć w makijażu ( wiesz, naturalność mi się marzy... :P),więc nie mam za dużo takich kosmetyków. W ogóle jestem uboga w kosmetyki jakiekolwiek ;).
    ale pewnie zastanawia Cię mój lakier na paznokciach.:) Generalnie obecnie używam kosmetyków cosonova http://www.essence.eu/pl/produkty/nie-testowane-na-zwierzetach.html, choć szczerze mówiąc nie jestem ich w 100% pewna, ale nie znalazłam lepszego rozwiązania na pl rynku.

    Jak mówi moja młodsza siostra, nic nie jest pewne, nawet te kosmetyki powpisywane na przeróżne listy cruelty-free.

    co do listy OK! z wcześniejszego komentarza, to ostatnio byłam na wykładzie o wiwisekcji, na którym lista ta była dość jasno skrytykowana, jako niekompetentna...

    może jak się trochę ogarnę, to pod koniec czerwca/ na początku lipca zrobię publiczny wgląd w moją kosmetyczkę na blogu.

    Generalnie prawda jest taka, że robię co mogę,ale cywilizacja posunęła się do tego stopnia, że na zwierzętach testuje się wszystko. Czego umiem i mogę, unikam, ale wielu rzeczy, nie ominę ( jedzenie, tusze, barwniki znajdujące się w niemal wszystkich produktach - to wszystko było testowane na zwierzętach). Jem, czytam książki, drukuję różne rzeczy, ciuchy staram się mieć z drugiej ręki, ale nadal maluję ściany na jakieś tam kolory, mam kolorową owijkę w rowerze i kolorowe opony, choć obecnie nie mam z nią problemów, to jednak mam w torbie zawsze inhalator w razie napadu astmy oskrzelowej, na którą od lat choruję, a wszystkie leki są niestety testowane. Kiedyś będę lekarzem i dopiero się zacznie "cyrk". Chodzi mi w tym wywodzie o to, że staram się, robię co mogę, ale żyjąc we współczesnym świecie nie ucieknę w 100% od produktów, które były testowane. Robię tyle, ile mogę.A w przyszłości oczekujcie posta, z którego dowiecie się czym się myję, czym maluję, jak pielęgnuję tatuaże, czego używam do prania ciuchów i co używam do sprzątania w chacie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. "co do listy OK! z wcześniejszego komentarza, to ostatnio byłam na wykładzie o wiwisekcji, na którym lista ta była dość jasno skrytykowana, jako niekompetentna..."

    o! to poproszę o szczegóły, za co była krytykowana dokładnie ??? - jestem bardzo ciekawa bo lubię weryfikować swoje poglądy :)


    ale czym wtedy się kierować, jeśli nie listami organizacji czy stowarzyszeń, działających na rzecz ochrony zwierząt?
    nie kierujesz się żadną listą? pytam z ciekawości bo sama czasem mam wiele zastrzeżeń i wątpliwości :)

    pozdro, tleniona b.

    OdpowiedzUsuń
  13. maddy, i bez przesady - nie musisz się tłumaczyć z zawartości swojej kosmetyczki czy łazienki (chyba, że po prostu chcesz). to twoje wybory a weganizm jako taki nie ma przecież listy przykazań, których nieprzestrzeganie jest równoznaczne z popełnianiem ciężkiego grzechu...jest chyba jedna zasada - minimalizować (na ile to możliwe!) eksploatowanie zwierząt (i jego skutki) w swoim życiu.
    tleniona b.

    OdpowiedzUsuń
  14. co do listy o.k.!, to z tego co się dowiedziałam na wykładzie, każda firma, która się zgłosi i zdeklaruje, ze nie testuje na zwierzętach, jest na nią wpisana bez weryfikacji stowarzyszenia ją tworzącego. Dopiero, gdy ktoś z zewnątrz zgłosi, że dana firma jest jednak nie ok, wykreślają ją z listy. Tak była np. z farmoną., która byla na liście, ale jakiś pracownik bodajże zgłosił, że firma ta testuje, czy też korzysta z półproduktów testowanych. Tak więc lista ta tworzona jest tak trochę na tzw. "słowo honoru", a dla mnie przekaz ustny jest mało wiarygodny.
    Zdecydowanie bardziej wierze w buav, navs,neavs, czy vegan society, ponieważ te organizacje wchodzą do firm i sprawdzają co tam się dzieje.
    Trzeba jednak pamiętać, że np. buav bierze pod uwagę tylko testy, dlatego kosmetyki te nie zawsze muszą być wegańskie ( mogą mieć odzwierzęce składniki jak np. mleko czy miód.) i już naszym zadaniem jest zwracać uwagę na skład. Wegańskie to vegan society. Choć i tu są pułapki. Generalnie body shop nie testuje, ale należy do koncernu l'oreal, który testuje, wiec kupując tam i tak wspierasz firmę testującą tak naprawdę... podobnie kosmetyki, którymi się tak zajaraliśmy, gdy pojawiły się w rossmannie, orginal source, które należą do Cussons, czyli tego samego koncernu co palmolive bodajże.
    To wszystko jest bardziej pokomplikowane niż nam się wydaje...

    OdpowiedzUsuń
  15. ja nie chce się tłumaczyć ze swoje kosmetyczki, chce raczej pokazać, jak wygląda i pomóc tym którzy nie wiedzą jak sobie radzić, co i gdzie kupować.

    Ja mam w zanadrzu kilka rozwiązań, które mogą się przydać. Wiem ile osób ma problem z tym czego używać nie tylko do swojej pielęgnacji, czy też sprzątania. :P

    Ja może idealna nie jestem, ale mam kilka patentów :)

    OdpowiedzUsuń
  16. wiem, że body shop zostało parę lat temu zakupione przez zły l'oreal (tak samo jest z sanoflore - to i to ma buav (sanoflore ma też ok!)na swojej liście i co jest paradoksem właśnie - taki body shop nie boi się być 'zaangażowanym' w wielkim centrum handlowym - może to taki jedynie wykalkulowany PR; superdrug to prawie taki rossmann - ma przeróżne marki...) vegan society to wegańskie (najczęściej) pojedyńcze produkty jakiejś marki (np. alterra rosmanowska czy sprzedawane tamże z logo (jeszcze) wspomniane original source).
    bardzo to pokomplikowane dlatego nie wierzę w ciemno żadnej liście bo póki co zawsze znalazłam na każdej jakiś brak konsekwencji...ale muszę mieć jakieś odniesienie i najbardziej wiarygodna zawsze wydawała mi się ta tworzona przez klub ok! (oni też dopuszczają produkty mleczne, pszczele, jaja czy lanolinę..). i z tego co wiem firma z certyfikatem jest weryfikowana bo klub ok! współpracuje z innymi organizacjami (konsultacje) i firma musi udowodnić na papierze (odpowiednia dokumentacja), że jest tak jak deklaruje. tak przynajmniej rozumiem zapewnienia na ich stronie.
    poza tym niewiele przecież potrzeba tych kosmetyków...
    tleniona

    OdpowiedzUsuń
  17. niektorzy chyba dosc opacznie zrozumieli moje pytanie dotyczace kosmetykow - nie chodzilo mi o to, zebys sie tlumaczyla ze swoich wystepkow przede mna czy kimkolwiek innym, na szczescie Twoj tok rozumowania naprowadzil Cie wlasnie w te rejony informacji, o ktore mi chodzilo ;)
    sama mam problem, jesli chodzi o kosmetyki, bo z jednej strony lubie sie umalowac i dziwnie sie czuje, gdy moja skora jest nieskazona mejkapem gdy gdzies wychodze (chociaz i tak juz przestalam farbowac wlosy i znacznie zmniejszylam ilosc niezbednych mazidel w kosmetyczce), z drugiej strony zastanawiam sie gdzie jest logika w dzialaniu, gdy nie jem miodu, ale na wlosy nakladam maseczke zawierajaca go? albo mowie o prawach zwierzat, a moje kosmetyki byly na nich testowane albo chociaz skladniki tych kosmetykow byly? nie wiem, czy nie popadam teraz w skrajnosc, probujac eliminowac wszystko co sie da, chociaz wiem, ze to syzyfowa praca - tak jak mowilas, dzisiaj wszystko jest w jakis tam sposob testowane na zwierzetach... szampony, mydla, balsamy, srodki czyszczace do mieszkania - to wszystko jestem w stanie znalezc w wersji 'bezpiecznej' (jak np. te wymienione przez blondynke, chociaz 100% pewnosci nigdy nie mam), ale jesli chodzi o inne rzeczy, to juz mam problem. poki co nie choruje (jedynie od czasu do czasu jakies tam drobne infekcje czy alergie), wiec lekow nie przyjmuje, ale mam swiadomosc, ze jakby mi cos zaczelo dolegac, to pewnie zmienilabym swoje podejscie do lekarstw - w koncu nie chodzi o to, zeby sobie zaszkodzic i umierac w imie idealow za wszelka cene... poki co nadal szukam rozwiazan dla siebie, na szczescie internet ulatwia to w znacznym stopniu ;)
    pozdrawiam Was:)

    OdpowiedzUsuń
  18. ech.. a ja jestem zachwycona, że pod moim leniwym głupkowatym postem rozwinęła się taaaaka dyskusja.

    dzięki!!

    P.S. a na odzwierzęce składniki jak mleko czy miód w kosmetykach byłam zawsze uczulona i nie stosowałam ich nawet jako nie-weganka. Więc w sumie w moim podejściu do kosmetyków niewiele się zmieniło po przejściu na weganizm - mają być cruelty-free i tyle. Choć kiedyś wystarczyło mi, że na opakowaniu było napisane ze nie testowane, a obecnie sprawdzam dany kosmetyk na przeróżnych listach nim go kupię.

    OdpowiedzUsuń
  19. ze wzgledu na prawo unijne zaden kosmetyk produkowany na obszarze ue nie moze byc testowany na zwierzetach (dlatego z opakowan zniknely juz te wszystkie kroliczki), jednak prawo unijne nie wprowadza zadnych regulacji, jesli chodzi o skladniki tych kosmtykow... z tego powodu naprawde bardzo dokladnie sprawdzam czy kosmetyk jest cruelty-free, czy tylko czesciowo... i pomyslec ze jeszcze calkiem niedawno, kiedy nie bylam zbyt swiadoma tego, co sie dzieje na swiecie kupowalam wszystko, co bylo kolorowe i ladnie pachnialo...
    a Twoje posty wcale nie sa glupokowate - moze Ci sie wydaje ze jest to takie zwykle pisanie o niczym, ale ja Ciebie nie znam i wszystko co piszesz to dla mnie cos nowego, niespotykanego, cos czego o Tobie nie wiedzialam - to jak jedna kartka ksiazki o tytule "Maddy", ktora wciaga, odrywa od codzienej nudy i daje jakas taka zadzwiajaca swiezosc i radosc :)

    OdpowiedzUsuń
  20. znam to prawo ue, ale jak sama zauważyłaś jest beznadziejne, bo nie uwzględnia składników kosmetyków. Poza tym w wielu kosmetykach znajdziesz tłuszcze czy białka zwierzęce ( prosty przykład to gliceryna czy kolagen). O ile ta pierwsza moze być pozyskiwana z roślin o tyle kolagen to typowe białko zwierzęce. ( nie wiem, może pozyskują go drogą hodowli tkankowych ,aczkolwiek nie sądzę, aby ktoś się silił na te stosunkowo drogą metodę).

    Naprawdę przygotuję w wolnej chwili posta o kosmetykach itd. Pewnie w lipcu, bo będę musiała go dobrze opracować, a teraz nie mam czasu.

    Poza tym dzięki za miłe słowa o moim blogu, wpisach.
    Wiesz, to jest tak, że ja sobie tworzę, układam te słowa w zdania i często zapominam o tym, że ktoś to czyta. Że za tym blogiem stoję nie tylko ja, ale też Wy jego odbiorcy! I kiedy czytam komentarze, jakieś reakcje to wówczas widzę sens mojej obecności tutaj.

    dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Truskawki = WNM! Myślałam o nich przez pół drogi w samolocie. Też odczuwam brak czasu... I powazne zaległości. Ale damy radę, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Sylwia!!!!wróciałaś!!! to dobrze... Wczoraj kartka doszła! :)

    i oczywiście damy radę! musimy!!!

    OdpowiedzUsuń