piątek, 24 czerwca 2011

Mini Spring Rolls z tofu i papryką

Zauważyłam, patrząc na własne życiowe doświadczenia, że dążenie do ideału jest zazwyczaj destruktywne i często czyni nas nieszczęśliwymi. Wydaje mi się, że to co sprawia, że jesteśmy wolni i to, co uznajemy za piękne, w rzeczywistości jest dalekie od ideału. Nie wiem na czym polega ten sekret, ale tak jest.  

... i tak sobie myślę o cytacie z "Juno". O słowach, które do tytułowej bohaterki skierował jej ojciec ( który notabene bardzo przypomina mojego - ironiczny, sarkastyczny, a jednocześnie potrafi być stoicko spokojny w całej tej swojej złośliwości :P). Poza tym jest troskliwy i uwielbia dawać "życiowe" rady. Ale zostawmy "szejka"w spokoju  i wróćmy do cytatu, który sobie biorę głęboko do serca i czekam, aż i mnie to spotka:

"moim zdaniem... 
najlepsze, co możesz zrobić, to znaleźć kogoś, kto kocha cię taką, jaką jesteś.
W dobrym czy złym nastroju, ładną czy brzydką,
"przystojną", jaka byś nie była.
Właściwa osoba nadal będzie uważała, że z dupy świeci ci słońce.
Z tą osobą warto zostać" 

("In my opinion, the best thing you can do is find a person who loves you for 
exactly what you are. Good mood, bad mood, ugly, pretty, handsome, 
what have you, the right person will still think the sun shines out your ass.
 That's the kind of person that's worth sticking with." org. "Juno")

Jakiś czas temu zabrałam się do samodzielnego przygotowania Spring Rolls.  Choć jadłam je 1000 razy przy różnych okazjach i w przeróżnych wersjach, to nigdy nie smakowałam ich w wersji D.I.Y., więc jest to mój pierwszy raz z nimi. ;) Wyszły super dobre. Wbrew pozorom są proste w przygotowaniu, a co najważniejsze przepyszne. Ja zrobiłam je z podanych poniżej proporcji, ale w sumie radzę zrobić od razu z podwójnej porcji, bo znikają błyskawicznie, czemu absolutnie się nie dziwię. :)



Składniki:
  • 1 czerwona cebulka
  • 2-3 łyżki oleju
  • 1 łyżka startego imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 żółta papryka
  • 150-180 g tofu naturalnego
  • 1/2 łyżeczki chili w proszku
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego
  • sok z 1/2 limonki
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • papier ryżowy mały (12-14 płatów)
Nastaw piekarnik na 200 st. C. Posiekaj cebulkę, czosnek i paprykę w malutką kosteczkę. Rozgrzej olej na patelni. Podsmaż cebulę, następnie dodaj czosnek, chili i paprykę i smaż do czasu kilka minut. Tofu rozgnieć widelcem i dodaj do zawartości patelni. Wymieszaj i smaż kolejne kilka minut. Następnie wlej sos sojowy wymieszany z cukrem. Na koniec dodaj mąkę ziemniaczaną i dobrze wymieszaj.
Zwijaj spring rolls'y zgodnie z instrukcją zawartą na opakowaniu. Układaj je na posmarowanej olejem blaszce i piecz przez 7 minut w rozgrzanym piekarniku. 
Podawaj z ulubionymi sosami. :)



Soundtrack: The Fight ( <3)  z naciskiem na utwór o wegańskim przesłaniu "Can’t look at your plate"



Can’t look at your plate
Can’t look, can’t look! Can’t look at your plate!My dearest wife here comes a romantic dinner. To celebrate my love I serve you this baked duck. True love deserves that.Can’t look at your plate! My dearest son here comes the soup for you, boiled on a piece of meat. Just a little piece of meat.My soup won’t be a cemetery. My plate won’t be a coffin and you will not get with dead bodies to my heart!
Can’t look, can’t look, can’t look! Can’t look at your plate!

15 komentarzy:

  1. Hej. Bardzo fajny blog. Trafiłem przypadkiem. Mam pytanie odnośnie Twoich przepisów. Sam na razie jestem na etapie nawet nie wege, bo przyznaję, że zdarza mi się skusić na zrobioną przez kogoś wybitnie przyrządzoną rybkę (wczoraj wręcz obżarłem się sushi, sashimi itp bo znajomi narobili :)), ale sama idea wegańska bardzo mnie kręci. Może kiedyś dotrę do tego etapu ;) Pytanie odnośnie deserowych przepisów. Często piszesz, że dodajesz śmietankę i czekoladę. Masz jakieś wegańskie zamienniki, czy też czasem 'przymykasz oko'? Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za świetnego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sajgonki są super, zwłaszcza w wersji pieczonej, nie obciekają tak strasznoe tłuszczem jak te smażone :) Strasznie mi się podoba cytat

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi Anonimowy Czytelniku, nie tylko prowadzę wegańskiego bloga, ale też sama jestem weganką, a to wiąże się w tym, że nie jem żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. W swoim życiu staram się być jak najbardziej konsekwentna, nie ma więc w nim miejsca na "przymykanie oka".Jeżeli używam czekolady to takiej o wegańskim składzie (możesz sobie obadać w sklepach składy gorzkich czekolad - niektóre są ok.) a co do śmietanki - to używam dość rzadko - ale oczywiście TYLKO roślinnej - sojowej, owsianej, migdałowej, kokosowej.

    Dzięki za komplementy odnośnie bloga, zaglądaj jak najczęściej, a najlepiej przyłącz się do wegańskiej rewolucji :)

    P.S. Wegańskie sushi jest przepyszne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. a propos weganizmu - zmierzam ku niemu powolnymi kroczkami, ale jest przede mna jeszcze wiele tajemnic... jak to jest np. z bialym cukrem i octem? podobno do produkcji wykorzystywane sa jakies produkty odzwierzece i sama nie wiem jak sie do tego odnosic... z jednej strony moglabym sie obyc bez jednego i drugiego, ale ja po prostu lubie pikle i bez nich byloby mi ciezko, zwlaszcza zima, gdy ciezko o smaczne swieze warzywka... no i ten alkohol klarowany bialkiem kurzym i inne wymysly... sama nie wiem, czy to prawda, czy jakies wymysly...:(

    OdpowiedzUsuń
  5. ech... z tymi octami, winami itd. to tak do końca nie jestem pewna, jak to wygląda -> kilka lat temu temat był omawiany m.in tutaj -> http://grono.net/weganizm/topic/1283544/sl/ocet/ i możesz sobie poczytać, a później sama wyciągnąć wnioski. Nie czuję się jakimś ekspertem w tej dziedzinie. Jeżeli o mnie chodzi to używam octu balsamicznego do sałatek itp., ryżowego np gdy robię majonez, sushi. Podobno ocet jabłkowy czy spirytusowy jest git. Ale naprawdę nie traktuj mnie, jak wegańskiego guru.

    ale skoro juz w tym temacie jesteśmy, ostatnio na ryneczku byłam świadkiem rozmowy, w której pan handlujący warzywami pochwalił się jednej pani, ze nawozi je... mlekiem. Fakt ten nie zaskoczył mnie jakoś bardzo, z racji, że już słyszałam, że np. dojrzewanie pomidorów w marketach przyspiesza się mlekiem (po raz pierwszy ujawniono to w Niemczech).
    Osobiście uważam, że kupowanie jedzenia jest dosłownie "kupowaniem kota w worku",bo wszystkiego nie sprawdzisz. Mnie oburza fakt, nawożenia warzyw mlekiem ze względu na osoby z nietolerancją laktozy, które nagle "dostają alergii" na warzywa. Ale kto by się tam przejmowal.. przecież to takie niewinne mleczko, naturalny nawóz...

    Jak więc sama widzisz mozesz się starać najbardziej jak tylko potrafisz i warto to robić, ale trzeba pamiętać, że nigdy nie poznasz całej prawdy...

    OdpowiedzUsuń
  6. swego rodzaju guru i tak dla mnie jestes, w koncu siedzisz w temacie duzo dluzej niz ja i troche juz o tym i o owym wiesz ;)
    to mnie wlasnie martwi, ze nie mam wplywu na to, co dzialo sie z moim jedzeniem, gdy sobie spokojnie roslo i dojrzewalo... troche mnie przeraza, ze to wszystko dzieje sie bez naszej wiedzy i zgody, ale poki co chyba tego nikt nie zmieni :( staram sie poki co jak moge, ale sa pewne rzeczy, ktorych nie potrafie wyeliminowac calkowicie ze swojej diety - nie chcialabym jednak zeby moje kaprysy byly okupione cierpieniem innych...
    czasami jednak przychodza takie chwile zwatpienia, gdy slysze o nawozeniu warzyw laktoza albo jak widze jak ktos skupuje mase zarcia i pozniej ja wyrzuca do kosza... mam wrazenie, ze to co robie nie ma sensu czasami :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, też czasami mam tak, że wydaje mi się, że "to wszystko" nie ma sensu, ale jednak zdecydowanie częściej myślę, że jest to jedyna rzecz, która własnie ten sens ma.
    Samo dążenie do tego, żeby żyć świadomie i swoim życiem nie przysparzać cierpienia innym, jest dużym krokiem na przód. I marzę, że ludzie liczba ludzi świadomych swojego życia, wyborów, odrzucająca konsumpcyjny styl życia, będzie stale wzrastać.
    Zycie jest pogmatwane, sprzeczne.
    Ze mną jest tak, że dostałam duże kopa od ludzi, kopa w negatywnym tego słowa znaczeniu. Trzymam na dystans, nie przyjaźnię się z wieloma osobami, bo nie pozwolę się znowu zranić. Unikam sytuacji zatruwających moje życie, umysł. Paradoks polega na tym, że przygotowuję się do najbardziej "ludzkiego" z możliwych zawodów, bo planuję być lekarzem. Ludzie zawodzą, ale to nie oznacza, że nie chce/nie będę im pomagać...
    I tak jest ze wszystkim w moim życiu. Nigdy nie uda mi się być w 100% fair w stosunku do zwierząt i środowiska, ale to nie oznacza, że porzucę weganizm. Po prostu robię wszystko, co w mojej mocy. I tyle. Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiedziałam o tym nawożeniu mlekiem - a sama mam nietolerancję laktozy. Masakra i facepalm. Ludzie kompletnie nie myślą.
    Laktoza w ogóle czai się wszędzie.

    Przepraszam, że się wtrącam do dyskusji, ale pomyślałam, że może Anonimowej czytelniczce bloga spodoba się moje podejście. Sama nie jestem 100% wegan z wielu względów ale staram się maksymalnie ograniczyć wykorzystywanie zwierząt w moim życiu. Oczywiście, że byłoby super jakbyśmy wszyscy mogli być wegan albo przynajmniej poważnie ograniczyć spożywanie produktów odzwierzęcych. Jest to jak wiadomo z korzyścią dla wszystkich. Ale jeśli każde nasze działanie będziemy postrzegać w kontekście rewolucji społecznej to za łatwo będzie się zdołować. Osobiście nie wierzę że za naszego życia coś się znacząco zmieni. Liczę raczej na to, że osób ograniczających spożycie mięsa oraz wegetarian i wegan będzie więcej i więcej. Nie będzie jakiejś rewolucji, tylko raczej stały, powolny przyrost. Ale chodzi mi o to, że nie zostaje się wege/wegan po to, żeby zaczynać rewolucję. Zostaje się przede wszystkim dla siebie, to jest personalny wybór. I nawet jeśli Maddy ani ty, Anonimowa, nie sprawicie że mnóstwo waszych znajomych zrezygnuje z mięsa, to macie olbrzymią przewagę nad innymi ludźmi - zastanowiłyście się nad swoimi wyborami, oceniłyście je, podjęłyście decyzję i jesteście w porządku - wobec siebie, swoich poglądów. W ten sposób właśnie weganizm ma sens i nie ma sensu się dołować - jesteście od tego lepszymi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Informacja o przyspieszaniu dojrzewania mlekiem mnie dobiła :( to dopiero podstępność i zło!

    A tak naprawdę to chciałam napisać że pierwszy komentarz Anonimowej przypomniał mi komentarze z puszki - bardzo lubię ten serwis ale nagminnie w komentarza w przepisach zawierających np mleko sojowe w składnikach a dalej w przepisie nazywane po prostu "mleko" można znaleźć teksty w rodzaju "ale wiesz że mleko nie jest wegańskie!" eh... mołodzież ;) szkoda że ta czujność nie jest skierowana tam gdzie powinna być (jak na wspomnianą hodowlę warzyw).

    OdpowiedzUsuń
  10. msh: wiadomo, że wegańskiej rewolucji jako takiej nie będzie, ludzie nie przejdą na weganizm z jedną noc. Zresztą takie zmiany muszę zachodzić stopniowo, chociażby aby mogła stopniowo spaść liczba zwierząt hodowanych. Wyrosłam już dawno "z pieluch" i wiem że wszystko nie musi być tu, teraz, już, od razu. Mówiąc o rewolucji wegańskiej mam raczej na myśli to, co ta filozofia robi z moim życiem, moim i moich bliskich.
    Nie należę do osób, które narzucają coś innym,ale swoim życiem staram się pokazać, że można inaczej myśleć, funkcjonować. I chyba własnie w ten sposób udało mi się wpłynąć na kilka osób.

    Olga: niestety nawet warzywa bywają "skażone"...
    A ja nawet najdziwniejsze pytania (po popłakaniu się ze śmiechu czasami :P) odpowiem. W końcu po to tu jestem. W sumie czasami wolę, że ktoś pyta niż sam wyciąga błędne wnioski :)

    Pozdrawiam wszystkich i jaram się niesamowicie, że pojawiają się tu komentarze wychodzące poza obszar dotyczący tylko i wyłącznie prezentowanych przez mnie potraw :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, ja tez Wam dziekuje za podlapanie mojego tematu :)
    chcialabym kiedys byc vegan tak bardzo, jak to tylko jest mozliwe, ale mam swiadomosc, ze w dzisiejszych czasach jest to mozliwe tylko w ograniczonym stopniu... szkoda tylko, ze moje dzialania sa zaprzepaszczane przez innych ludzi - co tylko uda mi sie jakos 'naprawic' w swiecie zaraz pojawia sie ktos, kto mysli tylko o sobie. nie wierze w weganska rewolucje, nikogo ze znajomych nie namawiam do zmiany stylu bycia, ale od czasu do czasu podczas rozmowy wtrace jakies zdanie na temat weganizmu - zwykle ludzie mysla wtedy ze jestem kosmitka, ale zdarzaja sie tez tacy, ktorym daje to do myslenia... moze nie przestaja od razu jesc miesa, ale zastanawiaja sie co sie z nim dzialo wczesniej, jak traktowane byly zwierzeta ktore jedza, jesli pija mleko, to takie z ekologicznej hodowli - moze wiele to nie zmienia w tej chwili, ale przynajmniej zasiewa jakies ziarenko swiadomosci zywienia, kieruje to ich w dobra strone. z drugiej strony patrze na moja siostre ktora kupuje mase rzeczy, na ktore moze bedzie miala niedlugo ochote, a potem wyrzuca, bo konczy sie data przydatnosci, to szlag mnie trafia!
    Maddy, dla takiego lekarza jestem gotowa przeprowadzic sie z drugiego konca Polski :D

    OdpowiedzUsuń
  12. nie spiesz się z tą przeprowadzką, bo jeszcze trochę przede mną :P jeszcze sukienka na połowinki nie jest uszyta, chłopiec nie zaproszony :P

    Ale przede wszystkim nie poddawaj się! to wszystko naprawdę ma sens. Bez sensu jest sobie odpuścić i podążyć na bezmyślnym tłumem. Mówię Ci! GO ahead!

    OdpowiedzUsuń
  13. biorac pod uwage moj refleks, to zanim sie przeprowadze, to akurat rozpoczniesz praktyke lekarska :D
    podazac za innymi nie lubie, na szczescie zawsze mialam tendencje do robienia czegos na przekor, wiec mimo tego ze od czasu do czasu bede zalamywac nad czyms rece i regularnie zalewac mnie bedzie zolc i fale frustracji, to bede chociaz probowac podazac ta dobra droga :) przynajmniej mam taka nadzieje :)


    aaaa i mam jeszcze jedno pytanie: czy odkad zostalas weganka, stan Twoich wlosow nie pogorszyl sie przypadkiem? bo mi od jakiegos czasu wlosy leca niemal garsciami - troche mnie to zaczyna przerazac, bo nigdy nie bylam posiadaczka bujnej czupryny, a przy takiej rotacji wlosow na mojej glowie chyba szybko calkiem wylysieje :( nie mam znajomych weganek, tylko wegetarianki - tez zdarzalo sie im narzekac na stan wlosow, ale one uzywaja roznych cudow z mleka i laktozy i szybko wszystko wraca do normy...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa jestem bardzo, gdzie wyląduję po studiach, bo jak na razie nie planuje zostać tu gdzie jestem. Na szczęście nie mam też jasnej wizji swojej przyszłości. Zobaczymy, co życie przyniesie.

    A co do włosów... nie wiem, ale raczej nie zaobserwowałam zmian. Przez siedem lat nosiłam dredy, które ścięłam 3 miesiące temu.
    Zwykłe włosy mam więc stosunkowo od niedawna. Nie mam z nimi kłopotu, "trzymają się" się głowy i nawet ładnie się regenerują po rozplątaniu. Właściwie nikt mi nie wierzy, że jeszcze niedawno miałam naturalne dready do pasa:)
    Na temat pielęgnacji włosów nie wiem nic. Ja je po prostu myję i rzadko czeszę :) Niestety nie poradzę za wiele. Nie znam weganki, która ma z nimi problem.

    OdpowiedzUsuń