piątek, 13 maja 2011

Zupa szparagowa

Staram się w swoim życiu robić jak najwięcej. Jak tlenu potrzebuję różnorodności. Pewnie powinnam wybrać jedną, jedyną rzecz, formę aktywności, ale nie umiem.. niestety. Jedna jest mało satysfakcjonująca, ale słaba jakość wielu jest z kolei frustrująca... Jednak nie umiem odpuścić, bo kiedy to robię, wtedy staję się naprawdę nieszczęśliwa. Najgorzej.
Dlatego dalej jestem  beznadziejną aktywistką, studentką, beznadzieją siostrą, córką, przyjaciółką. Dobrze, ze nie muszę być niczyją dziewczyną, bo nie udźwignęłabym tego już w ogóle. Niby wszystko jest ok. Drzewa zielone, kwitną i pachną na potęgę, słonko świeci od rana do wieczora, jest z czego się pośmiać, gdzie wyjść, z kim się spotkać, co robić, słowem: nudy nie ma, a jednak jakaś pustka, niepokój, niespełnienie czai się raz po raz w głowie... Nie wiem, naprawdę, nie wiem. Pewnie to normalne. Łudzę się, że każdy tak ma...
Roweru mi brak. I kasy na naprawę... A chyba nic mnie tak nie odpręża jak jazda rowerem przez miasto. 
Jakieś masowe gotowanie by pomogło, ale kto to zje? Nie ja, w końcu nie lubię. Zresztą czasu nie ma.

Może trudno w to uwierzyć patrząc na wpis, ale myślę, że ostatnio przeżywam najlepszy okres od wielu miesięcy (naprawdę!!), w końcu pozbierana, ogarnięta, uśmiechnięta. Świadoma i pogodzona ze sobą. I z nowymi pomysłami i marzeniami czekam na koniec czerwca. Budujące jest to, że gdy przypomną sobie siebie sprzed roku - koszmarny maj - wiedzę ogromny postęp. Byłam wrakiem samej siebie. Nafaszerowana jakimś gównem, smutna tak, że trudno opisać i zbyt mało odważna, aby coś z tym zrobić. Takiego postępu, jak  od tamtego czasu, chyba jeszcze nigdy wcześniej w życiu nie poczyniłam. 
Kolejne urodziny za mną, ale ja się nie starzeję :P  Ostatnio dano mi 8 lat mniej niż mam i bynajmniej nie chodziło o mój sposób bycia... I o dowód proszono w nocnym. Miłe to. Lubię to.
  
Życiowe rozkminy dopadają jednak w każdym momencie. Ale spokojnie! Nie dam się. Ja już nikomu i niczemu się nie dam! Nie i już! I w sumie mam gdzieś te wątpliwości, co mnie męczą czasami. Jestem teraz w najlepszym punkcie swojego życia. Całkowicie wolna i zależna tylko od siebie. Dawno tak nie było. Tym razem niczego nie zepsuję, w nic się nie wpakuję. A to, że wszystkiego jest za dużo? Wybrnę.   

Teraz  przepis na zupę. Mamy sezon na szparagi, które bardzo bardzo lubię. Aż dziwne, że do tej pory nie zagościły na blogu pod żadną postacią.  Zrobiłam z nich zupę - krem. Pyszna i szybka. Polecam!


Składniki:
  • pęczek szparagów
  • 1,5 litra wrzącej wody
  • 2 łyżki suszonej mielonej włoszczyzny
  • 1 łyżka soli
  • 1 paczka silken tofu
  • pieprz i sos sojowy do smaku
Szparagi obieramy,  kroimy w mniejsze cząstki i gotujemy do miękkości z włoszczyzną w osolonej wodzie. Po jakichś 15-20 minutach ściągamy garnek z gazu. Rozdrabniamy szparagi blenderem, dodajemy tofu i ponownie miksujemy. Nie odstawiamy na gaz, a jedynie doprawiamy do smaku sosem sojowym i pieprzem. Posypujemy natką pietruszki i podajemy ze świeżym pieczywem. 

Uwaga! Ponowne zagotowanie sprawi, że zupa się zważy!!


nobody likes to
But i really like to cry
Nobody likes me maybe if i cry

7 komentarzy:

  1. jakie slodkie hmm owieczki :)? maj nie tylko Ciebiesklania do refleskji, mysle,ze to ta pogoda, takie przesilenie- raz cieplo, raz zimno, troche jak z zyciem :) a krem ma sliczny kolor

    OdpowiedzUsuń
  2. Krem ze szparagów to jest to, co tygryski lubią najbardziej :)

    Mogłabym jeść tą zupę codziennie przez cały sezon szparagowy!

    OdpowiedzUsuń
  3. zarówno zupa, jak i te baranki bardzo mnie urzekły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta szparagowa zupka wygląda wspaniale :-) Mniam, mniam.

    OdpowiedzUsuń

  5. zupka bardzo smakowicie się prezentuje :)))

    OdpowiedzUsuń