środa, 13 kwietnia 2011

We Can Never Be Friends ...

Jakiś czas temu byłam w rodzinnym domu i wpadł mi w ręce stary numer "Zwierciadła". Nie jestem znawcą prasy tzw. kobiecej, nie kupuję, więc nie czytam. W sumie jednak ten miesięcznik wydaje się trzymać poziom i w przeciwieństwie do większości pism,  nie pakuje kobiet w ramy gospodyń domowych, dobrych żon, partnerek, matek, zawsze ładnych i pachnących, najlepiej domowym obiadem i drogimi perfumami jednocześnie. Ok, ale ten post nie ma być reklamą miesięcznika, ale moją refleksją na temat artykułu, który się w nim znalazł. Żałuję bardzo, że nie we wrześniu trafiłam na taki tekst, ale zawsze lepiej późno niż wcale...
Otóż temat miesiąca brzmiał: "Dlaczego pary się rozstają?". W tekście pojawiają się przeróżne powody, tego co dzieje się z ludźmi w związkach. Począwszy od tego, ze kiedyś ludzie wchodząc w związek nie zakładali, że on się skończy, a obecnie z góry skazują go na niepowodzenie i to, że nie potrwa długo. I gdzie tu ma się znaleźć miejsce na miłość i zaangażowanie, skoro ludzie podchodzą do związku, jak do pracy, którą gdy tylko nabiorą ochoty zmienią? Za jedną z przyczyn podają kondycję, w jakiej znalazł się współczesny człowiek, który chce, aby życie było tylko zabawą, ma być łatwe, lekkie i przyjemne. Nie ma w nim przyzwolenia na spadki nastrojów, kłótnie. Odrzucamy naturalny rytm emocji, które raz są lepsze, a raz gorsze. Poza tym ludzie stają się coraz bardziej samowystarczalni i zbyt wygodni, aby się zaangażować. Podobno na stabilność związku maja wpływ cztery czynniki. Pierwszy to pragnienie niesienia pomocy, czyli troska o partnera. Po drugie: wzajemne poleganie na sobie, które przejawia się tym, ze obchodzi nas to, co się z dzieje z partnerem i ma to wpływ na nasze życie - wzajemne oddziaływanie na siebie. Trzeci czynnik to zaufanie i pewność, że partner będzie wrażliwy na nasze potrzeby. Ostatni czynnik stabilizujący związek to zaangażowanie, czyli gotowość pozostania w relacji bez względu na okoliczności. W dzisiejszym świecie wszystkie te czynniki bardzo osłabły, a człowiek nastawiony jest na samorealizację, dbanie o własne interesy i sprawianie przyjemności sobie, a nie innym. Już nie chodzi o dobro drugiego człowieka. Partnerów, gdy tylko stają się uciążliwi zmieniamy, zupełnie jak kolejne modele telefonów komórkowych. Innym powodem jest też przyrost narcystycznych osobowości, więzi międzyludzkie są zaniedbywanie od dzieciństwa i takie dzieciaki wyrastają na dorosłych, których nie stać na miłość inną niż własna.
Jednym z powodów rozstania jest fakt, że zakochujemy się w swoim wyobrażeniu na temat partnera, a nie w nim. Oboje udajemy przed sobą kogoś lepszego niż jesteśmy w rzeczywistości, ale jak długo tak można? Kiedy ukochana osoba okazuje się być inną niż to sobie wyobrażaliśmy w końcu okazuje się, że chemii nie ma i nawet przyjaźni już nie ma, a wówczas związku nie uda się już uratować. Przestajemy się lubić.
Kolejną przyczyną jest to, że w dobie nasilonego konsumpcjonizmu ludzie zaczęli się traktować jak towar, który przecież można zawsze i szybko wymienić. Ludzie nie chcą się wiązać na dłużej, bo nie wiedzą czy ich związek będzie do czegoś przydatny.  Świat popkultury i mediów kusi bogactwem wyborów i przenosimy to na związki, które mają się do niego dopasować - być łatwe, miłe i przyjemne.
Winę na rozpad związków ponosi też brak dojrzałości: nie chcemy brać odpowiedzialności za partnera, ponosić konsekwencji swoich działań i dbać o innych.  Kiedyś w definicję związku wpisywała się dbałość o dobro partnera, obecnie jest to realizowanie swojego szczęści poprzez niego.  Partner staje się środkiem do samorealizacji. Pragnienie bycia zawsze u szczytu szczęścia, wrażeń i przeżyć jest gwoździem do trumny dla związku. Nad trwały związek przekładamy relacje powierzchowne, które nie dają szczęścia, a męczą, więc je kończymy. W pogoni z idealnym związkiem rzucamy partnerów, a w końcu i tak przekonujemy się, że jest tak samo, albo gorzej.
Do czynników które "zabiją" związek dochodzi brak rozmów, a gdy takie się pojawiają to dotyczą mało istotnych aspektów życia. Związki są coraz bardziej płytkie. Nie jesteśmy zdolni do zagłębienia się z problemy partnera i zrozumienia go. 
To nie jest tak, że o każdy związek trzeba walczyć. Jeżeli jest on źródłem przemocy, nadużyć, zdrad, wykorzystywania i lekceważenia naszych uczuć oraz brakiem lojalności, wówczas należy odpuścić. W innym przypadku walczyć warto i to codziennie, konfrontując się z problemami, jakie na naszej drodze stawia życie. 

Jestem osobą, która od lat tkwi w środowisku punkowym, choć przewinęłam się przez kilka miast i w "różnych kręgach" się obracałam.  Razem tworzymy swego rodzaju "getto", a ja wmawiam sobie, że to jest inny, lepszy świat, który odrzuca konsumpcyjne i wygodnickie postawy narzucane nam przez system, w którym żyjemy. Zawsze wydawało mi się, ze trzymamy się jakichś wartości i zasad, że mamy się dobrze w porównaniu z kondycją, jaką prezentują inni ludzie, "absolwenci dyskotek", japiszoni w garniturach. To ich świat wydawał się pusty, bezwartościowy. To oni wykorzystują się nawzajem, nie są zdolni do wyższych uczuć. I wiecie co? Wszędzie jest tak samo. Czasami martwię się, że my niczym się od siebie nie różnimy. Wszyscy tak samo hedonistyczni, nawet jak przejawia się to w trochę inny sposób... Już się nie łudzę, że to coś więcej...



Saying I love you forever, won't hold us together
A dove and a feather won't better our love
Or recover us ever
But I don't know if I missed you
Or if I'm blowing this tissue, because I only miss you
Rather than no id not risk you
That's not a frown I like, how is it now you decide
I'll go to town if I like, be round about 5
Your future lies in you seeing new guys
You'll feel new eyes on you you'll need to lie about this
And me you like wise too.

We can never be friends
One wants to stay together
One wants it to end
We can never be friends
We can make it easy.

Mistake a little, wait for an ache
Mistake loneliness to mean only us
An addiction to a fix of praise
Rely on me to say it's ok
There is only room for one in this sun
There was only one of me and you once
And you want to want another few loves
In the night let it fly to the light
All the bits you miss from your ex
Commitment, kissing and sex
Are what you'll insist from the next

Are what you'll insist from the next
But is it who dares wins, or only who knows goes
Frank Brunos nose has seen too many blows
Your bitter then it's better to pretend not bicker
It's butters when it festers it fucks all the fun
This is us fizzling
But with added little pangs
We reached the end, you'll never see me again.

We can never be friends
One wants to stay together
One wants it to end
We can never be friends
We can make it easy.

12 komentarzy:

  1. To niestety syndrom naszych czasów. Mam 33 lata, tkwię w związku od 10 lat i nie zamierzam go legalizować, bo po co? Ze wszystkich małżeństw wśród moich znajomych równolatków przetrwało tylko jedno. Nawet śmieję się, że nie bierzemy ślubu, żeby się nie rozwieść.
    A przecież jestem jeszcze "starym pokoleniem", pokoleniem wychowanym na jakichś wartościach, bez komputera, na książkach.
    Patrzę na pokolenia młodsze i jestem przerażona. Nasyceni medialną papką chcą wszystko już, od razu, bez namysłu, bo "im się należy", poza tym to trendy (albo jazzy, albo co tam jeszcze, nie nadążam).
    I tak, wszędzie jest tak samo, także w zamkniętych grupach, bo zamknięte grupy społeczne przekonane o swojej inności muszą ulegać wypaczeniom. Właśnie dlatego, że są "lepsze" - już to jest w pewien sposób niezdrowe. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi szukającymi swojego miejsca i kogoś, z kim to miejsce będziemy mogli dzielić. Szukamy na miliony sposobów. Niestety jesteśmy też skazani na świat, w jakim żyjemy. A ten dzisiejszy świat wcale nie jest taki różowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. tego dnia tak bardzo chciałem odnaleźć faktyczne różnice pomiędzy nami a zgniłym społeczeństwem / chciałem choć trochę poczuć, że żyjemy lepiej od nich / tego dnia tak bardzo chciałem odnaleźć faktyczne różnice pomiędzy ich 'wegetacją' a naszym 'życiem' / naprawdę próbowałem lecz tak trudno odnaleźć różnice / tak trudno nie powtarzać błędów / nie trwać bez celu i poczuć, że mamy coś lepszego

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja zrezygnowałam jakiś czas temu z punkowego środowiska bo obracało się albo wokół imprezki (nie ma różnicy dla mnie czy skaczemy nawaleni pod sceną czy naćpani na dicho) i tumiwisizmu a zaangażowane anarchopunki są tak ogromnie zachwycone swoim stażem, że wymiękam. Poza tym też mają swoją wyraźną modę, też mają swoje aspiracje... w niczym znów ci panowie pankowie (i panie pankinie) nie są lepsi.

    Teraz staram się wyłuskiwać ludzi ciekawych bez specjalnych kryteriów, jest jednak bardzo trudno znaleźć kogoś kto byłby ciekawy i miałby odrobinę siebie samego w sobie a nie był tylko lustrem dla wszystkiego co widział w tv, internecie, gazecie, imprezie...

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż...z ostatnim zdaniem Bella Blumchen całkowicie się zgadzam i również postępuję podobnie z ludźmi. Choć obracam się głównie w środowisku punkowo-anarchistycznym(z którym jestem bardzo związana), mam też wartościowych, bliskich mi ludzi spoza tego środowiska i takich właśnie ludzi szukam-wartościowych, ciekawych. Nie dzielę ludzi na vegan/nie-vegan, anarchistów/nie-anarchistów, jak to robi wiele ludzi spośród nas. Czy to też nie jest forma upraszczania i spłycania relacji między ludzkich?

    OdpowiedzUsuń
  5. tylko, że ja nigdy nie odwrócę się od tego środowiska właśnie dlatego, że gdziekolwiek nie pójdę będzie tak samo... Nie umiem i nie chcę się odciąć od czegoś, co jest mi tak bliskie i tyle mi dało i wciąż daje. Poza tym, coraz częściej myślę nie o grupie osób, ale o pojedynczych ludziach w punkowych kręgach. Najlepszych jakich znam.

    A otwartość na innych? Wśród moich najbliższych przyjaciół są ludzie jedzący mięso. I kocham ich tak samo jak te "vegananarchopanki".

    OdpowiedzUsuń
  6. Końcówka tego posta nie jest żadnym paleniem mostów za sobą. Podkreślam jedynie, że nigdzie nie jest idealnie. Każdy wybiera to, co uznaje za słuszne.

    Najważniejsze żeby mieć szeroko otwarte oczy, serce i umysł, aby zawsze dostrzegać wokół siebie wartościowych ludzi. I nie być powierzchownym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałaś Erich Fromm "O sztuce miłości" ? Polecam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  8. niestety nie, ale odnotowuję do przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. http://jasna-polana.blogspot.com/ nr 1 tam jest bardzo dobry fragment z "O sztuce miłości" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Do you like Parmigiano-Reggiano ?

    OdpowiedzUsuń