niedziela, 10 kwietnia 2011

Obiad mistrzów! .... Dinner of champions :D

Co lubicie robić w niedziele leniwe poranki, południa i popołudnia? Dla mnie niedziela zazwyczaj oznacza skurcze żołądka przed rozpoczynającym się tygodniem na uczelni. Ciągły pęd, zaliczenia, koła, jakieś przedmioty, z których materiał wydaje się być nie do nauczenia.  Na szczęście nie zawsze tak to wygląda. Czasami niedziela oznacza spotkanie z przyjaciółmi, wspólne gotowanie, słuchanie muzyki, rozmowy, śmiechy i zwyczajne wygłupianie się. Albo popołudniowy spacer czy wycieczkę rowerem nad pobliskie jezioro. Tak właśnie było pewnej słonecznej wiosennej niedzieli jakiś czas temu. Małe spotkanie na szczycie :) Śniadanie, lunch czy też obiad mistrzów. W zależności od tego, kto kiedy wstał. :P Bardzo chciałabym, aby takich spotkań i takiego jedzenia było w moim życiu jak najwięcej...
Przepisy zaczerpnięte m.in. od Agnieszki Kręglickiej i jej izraelskiego śniadania. Myślę, że pod względem kulinarnym odnalazłbym się na Bliskim Wschodzie. Po raz pierwszy zdecydowałam się na przygotowanie falafela z bobu. Może jest z tym odrobinę więcej zachodu niż z ciecierzycą, ponieważ bób po namoczeniu należy jeszcze wyłuskać, ale warto czasami się trochę poświecić. Nawet w kuchni.

Oczywiście ja musiałam odpowiednio powielić proporcje. Poniżej podaje na posiłek mniej więcej dla 4 osób.

Post to dedykacja dla tych, co jeszcze nie wiedzą, gdzie można zjeść najlepszy falafel w Poznaniu :)



Falafele z bobu
  • szklanka suchej ciecierzycy lub bobu
  • 1 łyżka kolendry
  • 1 łyżka kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 mała cebula
  • pęczek natki pietruszki
  •  1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka płatków papryki słodkiej
  • pieprz do smaku
  • odrobina wody
Ciecierzycę lub bób moczymy przez 12 godzin. Jeżeli mamy możliwość, dobrze jest wymienić wodę raz lub dwa w tym czasie. Płuczemy, w przypadku bobu łuskamy go i mielimy w blenderze na gładką masę ( jeżeli blender odmawia posłuszeństwa, jak mi się zdarzyło, należy pożyczyć do od zaprzyjaźnionych sąsiadek, które nota bene i tak miały wpaść :P)  Dodajemy wodę ( ok.2-4 łyżki) .Ciecierzyca musi być zmielona na gładką masę. Dodajemy cebulę, czosnek, wszystkie przyprawy, proszek do pieczenia i ponownie mielimy. Na koniec wrzucamy natkę i miksujemy. Masa zrobi się wiosennie zielona.
 Na głębokiej patelni rozgrzewamy olej. W dłoniach formujemy małe kotleciki i smażymy je z obu stron za złoty kolor. Początkowo może to się wydawać trudne, ale  z czasem nabiera się wprawy. 


Tahina
  • 100 ml pasty sezamowej tahini
  • sok z 1 limonki
  • 2 utarte ząbki czosnku
  • sól
  • ciepła woda

Wymieszaj tahini z sokiem, czosnkiem i solą, dolewaj po trochu wodę. Na początku pasta zacznie gęstnieć, ale dodanie kolejnej porcji wody ją rozrzedzi. Sos powinien mieć konsystencję śmietany. Posyp wierzch uprażonymi nasionami sezamu.
Hummus
  • 20 dag suszonej ciecierzycy (namoczonej przez noc)
  • 10 dag pasty tahini
  • 2 zmiażdżone ząbki czosnku
  • oliwa
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie odrobina mleka ryżowego bez cukru, aby był bardziej płynny
Ciecierzycę ugotuj, a gdy będzie zupełnie miękka, odcedź (pozostaw nieco wody, w której się gotowała) i zmiksuj w blenderze. Dodaj pastę tahini,  zmiażdżony czosnek, sok z cytryny i tyle oliwy, aby powstała gładka masa. Jeśli trzeba, dodaj nieco wody, w której gotowała się ciecierzyca lub mleka roślinnego. Gotowe. 



Pita
  • 15g  drożdży,
  • 1 szklanki ciepłej wody,
  • 0,5 małej łyżeczki cukru,
  • 2-3 szklanki mąki pszennej,
  • 1 mała łyżeczka soli,
  • 2-3 łyżki oleju. 
  • łyżeczka tymianku
Drożdże utrzeć z cukrem, wymieszać z 1/2 szklanki ciepłej wody, posypać łyżką mąki i  odstawić na 10 min w ciepłe miejsce. Mąkę, tymianek i sól przesiać do miski, zrobić dołek, wlać rozczyn i pozostałą wodę, wymieszać łyżką, dodać olej, mieszać do połączenia się składników, w razie potrzeby dolać wody. Ugniatać ciasto przez kilka minut.
Włożyć do miski wysmarowanej olejem, wierzch ciasta posmarować tłuszczem, odstawić w ciepłe miejsce na 1,5 godziny, aby podwoiło swą objętość. Wyłożyć ciasto na stolnicę posypaną mąką i wygniatać ok 2 min.
Podzielić ciasto na kawałki wielkości małego ziemniaka, rozwałkować na placki ( mogą mieć podłużny kształt) grubości ok 1cm. Piekarnik rozgrzać do temperatury 240 st. C. Chlebki wkładać na posmarowaną olejem blaszkę i piec 6-8 minut. Powinny być białe i miękkie.


Z takimi mięśniami mogłabym ten bób pięściami rozgnieść :) 


***Wszystkie zdjęcia autorstwa Sylwii 

19 komentarzy:

  1. Ha ale śniadanko!!! pyszne na 100%

    OdpowiedzUsuń
  2. Michał padnie z zachwytu, a najlepsze falafle w Poznaniu oczywiście wiadomo gdzie :*. To teraz czas na piknik.

    OdpowiedzUsuń
  3. o jaaaa, ja też chcę takie! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. rany jakie to było pyszne !!!!!!! Na 100% sobie takie zrobie ;) Jak na to teraz patrze to aż mnie skręca

    OdpowiedzUsuń
  5. hehe. po tak ciezkiej nocy i poranku masz jeszcze sile jesc? ;p

    hehe.

    milego tam!

    OdpowiedzUsuń
  6. czemu ja to przespałam? będę płakać!

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja właśnie nie wiem, gdzie można zjeść najlepszy falafel w Poznaniu!(może jakaś podpowiedź?) Więc dlatego często robię go sama i jest bardzo smaczny. Ale Twoje śniadanie wymiata, jest takie kompletne i zachęcające...

    OdpowiedzUsuń
  8. Sylwia i Bajki: gotujcie, gotujcie! I mam nadzieje, że uda się taki obiad powtórzyć i znowu przyjdziecie.

    Łukasz: a skąd TY wiesz, że miałam ciężki poranek...?:P ten obiad jest sprzed kilku tygodni, dziś rzeczywiście jeść mi się nie chciało... :) Ale impreza wczoraj była najlepsza. Koło rządzi!

    Mania: Nie płacz, dwie płaczące na dzielni wystarczą. A poza tym naprawię blender i pokombinujemy z jedzeniem!

    Hajduczek: Najlepszy w Poznaniu? U mnie! A tak poważnie to polecam bistro na Solnej http://www.luxor-poznan.pl/resto.html

    OdpowiedzUsuń
  9. falafele z bobu? no nie, tego to sobie nie będę mogła odpuścić! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O mamo... wpadłabym na taką imprezkę !

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki za adres, Dobra Kobieto! Pierwszy raz z falafelem zetknęłam się na początku lat 90-tych, robili go Żydzi w piekarni pity we Wrocławiu. Wtedy w małym mieście prowadziłam bar, w którym serwowałam również pitę z nadzieniem warzywnym i bardzo ostrym sosem, na życzenie dodawałam falafel. Wszyscy kupujący byli przekonani, że to mięsne klopsiki, a tu psikus! Można więc powiedzieć, że choć nie byłam na Bliskim Wschodzie, poznałam falafel u źródła. Bardzo mi smakował i kiedy straciłam kontakt z tą wytwórnią (przestałam prowadzic bar, a sprzedawali tylko ilości hurtowe), długo poszukiwałam przepisu. Udało się znaleźć w książce, jeszcze na długo przed nastaniem doby powszechnego internetu, a ponieważ smakuje identycznie jak ten żydowski, który znam, trzymam się tego przepisu i wciąż go powielam, nie mając odwagi wypróbować innych. Dawno temu jadłam falafel w Ali Babie, ale wcale mi nie smakował, więc przestałam szukać, przerzuciłam się na produkcje własną. Dzięki temu w produkcji też (jak Ty) doszłam do perfekcji... Jednak polecony przez Ciebie adres sprawdzę przy okazji. Ale się rozpisałam, przepraszam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, ale bym zjadła takie pyszności. Muszę jednak trochę poczekać jeszcze z tymi strączkowymi przez karmienie Mysi

    OdpowiedzUsuń
  13. Maddy, czy Ty nie dajesz do swoich falafeli nawet odrobiny jakiegoś sypkiego sklejacza? Ja mimo wielu prób, przepisów i metod (ciecierzyca moczona i gotowana, ciecierzyca z puszki, masa zmiksowana na bardzo gładko i taka bardziej gruboziarnista, falafele robione od razu, albo po jakiś 2h lezakowania masy) zawsze muszę czegoś dosypać, bo po wrzuceniu na patelnie robi się... gęsta zupa ;) one się zupełnie rozpadają pod wpływem ciepła i tłuszczu... Co możebyć nie tak? Ostatnio robiłam zgodnie z Twoim przepisem, krok po kroku i znowu to samo... ładnie uformowany falafel już sobie leży na patelni, a po chwili robi się z niego ciapka ;) problem w tym, że te sypkie dodatki powodują, że falafele są za bardzo zbite...
    z góry dzięki za jakąś poradę!

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. hmm... zupełnie nie mam pojęcia co może być nie tak... Ja nigdy nie dodaję nic sypkiego, ale tez nigdy, przenigdy nie używam gotowanej lub puszkowanej cieciorki. Jeszcze nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się, że nie wyszły... Podam Ci jeszcze jeden przepis z którym jestem najbardziej na świeżo, jak on nie pójdzie, to nie wiem...
    Ostatnio robiłam w domu falafele z "przemytnicy marchewki, groszku i soczewicy" i wyszły bardzo dobre:
    1szkl ciecierzycy
    1 łyżka kolendry
    1 łyżka kminu
    2 ząbki czosnku
    1 mała cebula
    1 pęczek natki pietruszki
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    1 łyżeczka soli
    1 papryczka chili
    pieprz do smaku
    sok z 1/2 cytryny

    Ciecierzycę moczymy 12 h, płuczemy i mielimy w blenderze na bardzo gładką masę. Dodajemy tylko trochę wody, max 2 łyżki.Ciecierzyca musi być b.dobrze zmielona. Do masy dodajemy zmieloną kolendrę i kmin, wyciśnięty czosnek, drobno pokrojoną cebulę, papryczkę chili oraz natkę, proszek do pieczenia, sok z cytryny i pieprz. Wszystko dokładnie mieszamy. W dłoni formujemy mały okrągły placuszek, który na środku przebijamy palcem i powoli zsuwamy do rozgrzanego tłuszczu. Na początku może to się wydawać trudne, ale przy odrobinie wprawy z pewnością zacznie wychodzić.
    Smażymy na złoto.

    ( to "dziurawienie" można sobie pominąć ;P)

    OdpowiedzUsuń
  15. ha! i to może być to, ta ciecierzyca! zupełnie nie pomyślałam o tym, że ona ma być tylko namoczona (bez późniejszego gotowania). więc już się moczy i jutro robię kolejne podejście! dzięki za oświecenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cud, miód i orzeszki! wyszło bombowo! dzięki za złotą radę ;)

      Usuń
    2. ooo! jak miło! proste rozwiązania są najlepsze! :)

      Usuń