poniedziałek, 28 marca 2011

Drożdżowe bułeczko-ślimaczki kokosowe. "On Melancholy Hill..."

Dla mnie zawsze było jasne, że nie można mieć kogoś "w połowie", tak tylko trochę, wybiórczo, na chwilę.  I nie można być "w połowie" przyjacielem/przyjaciółką czy partnerem/partnerką. To nie jest praca na półetatu, ale 24 godzinny dyżur. Podobnie jak nie można być w połowie synem/córką czy bratem/siostrą, w połowie studentem/ką medycyny czy czegokolwiek. W połowie kolegą/koleżanką, aktywistą/ką,  ekologiem/ekolożką etc. To znaczy... można, ale to jest beznadziejne. Wiem, że trudno wejść we wszystkie życiowe role z jednakowym zaangażowaniem, ale trzeba się starać. Albo coś co robisz, robisz w całości, albo to sobie odpuszczasz  w ogóle. Bo co z tą drugą połową Ciebie? Kto się nią zajmie, kto ją zauważy. Nikt. Ty sam/a zapomnisz o pozostałej części siebie. Zostaje zabita i przestaje istnieć, a Ty żyjesz w poczuciu niespełnienia i braku części swojej osobowości, którą ktoś lub Ty sam/a odrzucasz jako niewygodną, niefajną, uciążliwą. To się nigdy nie uda w takiej formie. Unikajcie ludzi, którzy nie są zdolni do przyjaźni, miłości, zaangażowania. Jak radzi Marquez: "Nie trać czasu z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z tobą". Jeżeli wplączecie się w takie relacje, w końcu okaże się, że swoje życie też przeżyliście tylko w połowie.

Prawda o prawdzie, jest taka, że ona boli. Czasami tak cholernie mocno...


Kiedy nastrój bardziej kwaśny niż słodki, dołujący mail zalega na skrzynce i zakłopotanie, bo nie wiadomo, co na niego odpowiedzieć, uciekam do kuchni i urządzam sobie terapię zajęciową. Na początek zajęcia manualne. Ugniatam ciasto drożdżowe. Później przychodzi czas na aromaterapię. Zapachy z piekarnika koją skołatane nerwy. Na koniec radość, że może nic mi nie wychodzi, ale bułeczki piekę najlepsze.  I ta radość dla moich kubków smakowych. Bezcenne... :)

Drożdżowe wypieki to jest prawdziwe mistrzostwo świata. Nigdy się nie znudzą, a co najważniejsze można kombinować z różnymi wariantami do woli. Nieustannie. Lubię to bardzo. I kokos lubię, ale o tym wspominam chyba przy każdej możliwej okazji.  Jeżeli też macie do niego słabość, musicie koniecznie   wypróbować poniższe bułeczki, bo są przepyszne. Gwarantuję Wam, że będziecie zachwyceni. :)

Inspiracja pochodzi stąd. 



Składniki na ciasto:
  • 50g drożdży
  • 4 szkl. mąki pszennej
  • 2/3 szkl. cukru trzcinowego
  • 1 szkl. mleka roślinnego
  • 1/2 szkl. oleju
Kokosowe nadzienie:
  • 1/4 szklanki mleka roślinnego
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 3/4 szklanki wiórków kokosowych
Drożdże ucieramy z cukrem. Czekamy, aż się rozpuszczą. Następnie dodajemy ciepłe mleko i zaczyn odstawiamy pod przykryciem na 15 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie dodajemy olej i mąkę i dokładnie wyrabiamy ciasto. Odkładamy je w ciepłe miejsce na 40 minut, aby wyrosło. W tym czasie w garnuszku podgrzewamy mleko z cukrem i dodajemy wiórki. Podgrzewamy do czasu aż cukier się rozpuści, a wiórki zaabsorbują mleko. 
Następnie wyrabiamy ciasto z odrobiną mąki, aby się nie kleiło. Rozwałkowujemy, tak aby wyszedł nam możliwie równy prostokąt. Smarujemy go kokosowym farszem. Ciasto zwijamy w rulon i kroimy go ostrym nożem na 1,5-2 cm krążki. Pieczemy w 180 st.C przez około 10-15 minut.



Utwór, który rozmiękcza moje zimne serce:




Up on melancholy hill
There's a plastic tree

Are you here with me

Just looking out on the day

Of another dream
Well you can't get what you want

But you can get me

So let's set up and see

'Cause you are my medicine

When you're close to me

When you're close to me
So call in the submarine

'round the world will go

Does anybody know

If we're looking out on the day

Of another dream
If you can't get what you want

Then you come with me
Up on melancholy hill

A manatee?

Just looking out on the day

When you're close to me

When you're close to me
When you're close to me

10 komentarzy:

  1. Mnie by takie bułeczki rozmiękczyły:)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo lubię tę piosenkę :) a bułeczki bardzo fajne

    OdpowiedzUsuń
  3. Drożdżowe zawijańce są zdecydowanie najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, zapach drożdżowego rozchodzący się po domu potrafi ukoić skołatane nerwy. A Ty masz podbno najlepszą rękę do drożdżowego z nas Czterech, w opinii mojego męża :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądają pięknie :) A ja, z czystej ciekawości, staram się wyobrazić sobie Ciebie bez dredów :) Zapewne do twarzy Ci w krótkich włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bułeczki wspaniałe :) drożdże i kokos to musi być mega smaczne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. co za drozdzowe smakolyki, mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. włosy Maddy wcale ni są krótkie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zrobiłam dzisiaj. Wyszły super! Umieszczę na siostrzanym blogu.

    OdpowiedzUsuń
  10. a rzeczywiście, te moje włosy nie są takie krótkie i wszyscy się pytają, jak ja to zrobiłam.

    Bułeczki polecam, bo wymiatają :)

    OdpowiedzUsuń