czwartek, 6 stycznia 2011

Czekoladowe ciasto-mus! Pychota! :)

Wygląda tak: zaczął się Nowy Rok i choć minęło zaledwie kilka dni, czuję się jakbym zrobiła milowy krok do przodu, pozostawiając złe sytuacje i złych ludzi w roku 2010 (niech w nim utkną na zawsze albo chociaż do czasu aż staną się dobrymi ludźmi i zasłużą na 2011:P). Jak dobrze, że niektóre rzeczy są  już za mną. Na szczęście nic dwa razy się nie zdarza, więc zły rok 2010 się nie powtórzy. Uważam na "kroki, zakręty" oraz na ludzi, których zapraszam do swojego życia.
Co tu dużo mówić - jest cudownie. Naprawdę.

*****

Wspominając jeszcze święta wrzucam listę dań jakie się pojawiały w trakcie ich trwania u mnie w domu. Zdjęciami niestety nie dysponuję, bo zostały w aparacie rodziców/na ich komputerach, więc musicie uwierzyć mi na słowo! Może z czasem zacznę umieszczać na nie przepisy i wówczas wykorzystam zrobione już foty. Wymieniając: 
  • paszteciki z ciasta francuskiego z kurkami i tymiankiem
  • pasztet z zielonej soczewicy z suszonymi grzybami
  • kapusta z grzybami
  • panierowane pieczarki nadziewane tofu i szpinakiem
  • sushi po grecku
  • sałatka z pieczonych buraków, bobu i tempehu
  • barszcz z uszkami nadziewanymi suszonymi grzybami, orzechami i chlebem
  • pyszny domowy chleb
  • makiełki na mleku sojowym
  • kompot z suszu
  • sajgonki z warzywami i grzybami ( kurkami)
  • zapiekanka z bakłażana, cukinii z sosem z tofu z ziołami
  • gulasz z marynowanego seitanu
Oprócz tego sporo słodyczy wśród których prym wiodły drożdżowe ślimaczki z nadzieniem z maku z cytrynowym lukrem. 
Generalnie przejadałam się i przesłodziłam w te święta. 

*****

Sylwester zaczął się u mnie w domu klasyczną wegańską wyżerką, grzanym winem itd., po północy nogi zaniosły nas na Rozbrat, chyba jedyne słuszne miejsce dla mnie :P. Pierwsze godziny 2011 roku spędziłam przy barze w Kulawcu. Jak mawiają niektórzy "ten typ tak ma". Jedzenia było tyle, że jeszcze w Nowy Rok pojawili się u mnie znajomi na noworocznym obiedzie, na którym dojadaliśmy "resztki" sylwestrowe. Z racji, że rok ten jest słodki to i noworoczny deser musiał się do niego dopasować. Czekoladowe ciasto-mus z silken tofu. I nic mi więcej nie potrzeba, bo w tym roku chcę tylko dobrych przyjaciół i dobrego jedzenia. :)

Wegańskie niebiańskie czekoladowe ciasto-mus z silken tofu.


Składniki:
  • 2 opakowania silken tofu ( w sumie 600 g)
  • 3 tabliczki wegańskiej gorzkiej czekolady
  • 4 łyżki syropy z agawy
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • ok 250-300 g wegańskich herbatników
  • ok 0,5 kostki wegańskiej margaryny 
Odsącz tofu i zmiksuj blenderem na gładką masę. Dodaj wanilię i agawę i ponownie wymieszaj.  Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej i kiedy trochę przestygnie wymieszaj z tofu przy pomocy blendera/miksera. 
Herbatniki skrusz na proszek i połącz z margaryną.  Jeżeli używasz foremki z wyjmowanym dnem do ścianki owiń folią spożywczą ( mus łatwiej odejdzie przy wyjmowaniu z formy). Dno wyłóż masą z ciastek. Następnie równomiernie wylej na nią czekoladowy mus. Włóż do lodówki najlepiej na dobę. Gotowe!

Pychota!!! 





*****

Sylwestrowe zamieszanie kulinarne:







Dziwna fota nóg Agaty


Przy tym barze zaczęły się noworoczne cuda :)






foty by Wercia, Justyna, Siwy i ja:)

Z powodu dnia wczorajszego na soundtrack proponuję Analenę z płytą "Carbon based" z naciskiem na utwór:
"WIEDERHOLUNGSZWANG "
 We approach another end of the world. Soon, we’ll get out of this time and space box.
 Our legs are full of mosquito bites, an itchy reminiscence of our past lives. 
The air up here is still, filled with possibilities.
 Time is breathing.

11 komentarzy:

  1. wow! to ciasto wygląda super!!!
    wszystkiego dobrego w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak takie ciasto krem jest pyszne , wiem bo robiłam podobne
    A z tego menu świątecznego można prosić przepis na sajgonki z warzywami i grzybami ( kurkami)?

    OdpowiedzUsuń
  3. jakbys miala fejsbuka to ino bym klikala: lubie to! lubie to! lubie to! :)

    dzieks za wsjo :* ytz bjutiful :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a co to jest naciek na utwor? ;)

    chyba zaciek na ścianie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mania: widzisz jak ja się wczuwam w to malowanie?? słowa mi się już plączą :P

    to Ty załóż bloga jedzeniowego, to np. bym mogła pisać pochwały dla Twojej środowej tarty:)

    a ja zaspałam do szkoły i to tak solidnie, że już nic mnie nie uratuje, ale ten rok i tak jest zajebioszczy i mnie tak łechce i łechce i łechce :) Buziaki!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaa! Spódnica (sukienka?) Agaty mnie absolutnie rozbroiła!! Skąd takie cuda?

    Ciasto tak samo cudowne, w dodatku vegan - to jest dla mnie prawdziwy szok, że można takie cuda wyczarować i że one nadal są vegan...

    OdpowiedzUsuń
  7. margot: niestety nie podam przepisu, bo on nie istnieje. Robiłam ja na czuja, nawet nie pamiętam co dokładnie do nich dodawałam, a co dopiero proporcje. Myślę jednak, ze sajgonki się u mnie pojawią, ale jaka wersja, to nie mam pojęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Maddy, to ciasto to ja Ci porywam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. tylko skąd wziąć silken tofu? mam nadzieję że tofu od Wietnamczyków by się nadało do tego - do zwykłego tofurnika na zimno daje radę. W ogóle ciasta na zimno rządzą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. warumimmer: silken tofu podobno w wawie można dostać, ale gdzie nie wiem ( na evergreenie jest róznież). JA mam z UK. bo taniutki jak barszcz:)

    OdpowiedzUsuń