wtorek, 30 listopada 2010

Ciasto w miasto w Poznaniu!!!


Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy będą tego dnia w Poznaniu do Ekowiarni na ucztę wegańskich słodkości zorganizowaną przez kolektyw VegeOn!

Spróbujcie weganizmu i przy okazji wspomóżcie słuszną akcję, jaką jest walka z chowem przemysłowym.

Info na plakacie!

P.S. Niestety ja nie spotkam się tam z Wami, ale mam nadzieję, że okazji, aby to nadrobić będzie jeszcze dużo!


Do zobaczenia w każdym razie i nie przegapcie Ciasta w miasto w Poznaniu, bo widziałam listę przygotowywanych smakołyków i uwierzcie mi, będzie w czym wybierać ;)

czwartek, 25 listopada 2010

DZIEŃ BEZ FUTRA - CODZIENNIE BEZ FUTRA!!!!



Czy wiecie co dzisiaj za dzień? DZIEŃ BEZ FUTRA. Pewnie nikogo, kto odwiedza mojego bloga regularnie, a nawet nikogo, kto trafił na niego po raz pierwszy, pewnie nie zaskoczy fakt, że jestem wielką przeciwniczką futer. Dlaczego? Ponieważ noszenie ich jest nieetyczne!!! Jak można ubrać na siebie skórę innego zwierzęcia? Każdy posiada przecież własną. Świat naprawdę oszalał promując modę, która opiera się na cierpieniu innych istot. Hodowanie zwierząt,a potem ich zabijanie jest wyrazem znieczulicy jaka opętała gatunek ludzki. Przecież te wszystkie zwierzaki, z których produkuje się futra odczuwają ból, strach, ale też przywiązanie do siebie nawzajem, zupełnie tak, jak nasze domowe zwierzaki, takie jak psy, koty, chomiki czy szczury itp., z którymi żyjemy za pan brat i futerek których nigdy byśmy na siebie nie założyli. Miarą naszego człowieczeństwa jest to, jak odnosimy się do innych istot żywych, a zakładanie na siebie skór, które nie należą do naszego gatunku jest najzwyczajniej w świecie okrutne. Do mnie argument etyczny przemawia w 100%. Dla wszystkich, którzy mają może jakieś, co do tego wątpliwości, wyjaśnię od razu, że nie noszę również skórzanych butów, torebek, pasków itp. Nie czuję takiej potrzeby, nie jest to dla mnie problem ani większy wysiłek. W dzisiejszych czasach dysponujmy taką ilością dobrych, trwałych materiałów naturalnych i syntetycznych, które jeżeli nie są degradowalne, to mogą po wysłużeniu ulec recyklingowi.
Niektórzy są zdania, że noszenie futer jest ekologiczne. Nic bardziej mylnego. Już sama hodowla przemysłowa zwierząt futerkowych zagraża środowisku naturalnemu, zanieczyszczając glebę i wodę odchodami,a powietrze oparami. Niejednokrotnie zwierzęta uciekają z hodowli, a zasiedlając pobliskie lasy stanowią zagrożenie dla rodzimych gatunków zwierząt. Może to doprowadzić do zniszczenia, a w każdym razie do znacznego zaburzenia ekosystemu. Nie tylko hodowla jest groźna. Sama produkcja futer jest przesycona chemią, która przenika do środowiska degradując je. Kolejnym problemem natury ekologicznej jest utylizacja. Reasumując: futra nie są ekologiczne!!! Wręcz odwrotnie, degradują środowisko. Jeżeli naprawdę zleży nam na ekologii pomyślmy raczej o włóknach naturalnych, trwałych, przy produkcji których nie cierpi żadna istota, ani środowisko. W Polsce, przy produkcji futer, co roku ginie około 1 mln zwierząt. Zabijane w okrutny sposób poprzez zniszczenie mózgu, złamanie karku, w komorze gazowej lub poprzez włożenie elektrody do odbytu. To wszystko jest zupełnie niepotrzebne. Wystarczy tylko, że w sklepie dokonacie właściwego wyboru - NIE KUPICIE FUTRA! Tak niewiele, a tyle może zmienić. Tylko poprzez masowy bojkot futer możemy doprowadzić do zaprzestania ich produkcji!Przyłącz się do mnie, do nas...



Zajrzyjcie też tutaj!

Na koniec teledysk, może komuś on podziała na wyobraźnię...

"Would You Be Impressed?" By Streetlight Manifesto (Official Music Video)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Cupcakes podwójnie czekoladowe!

21 listopada obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Życzliwości. Miło, co? Genezę tego dnia możecie sobie wygooglować, więc nie będę się na ten temat rozpisywać. Życzliwość nie jest niczym innym, jak przyjaznym odnoszeniem się do otoczenia. Myślę, że życzliwie należy zachowywać się nie tylko w stosunku do ludzi wokół, ale też do zwierząt i planety. Wszyscy na to zasługujemy. Dlaczego warto to robić? Bo zarówno ludzie, jak i zwierzaki i Ziemia odpłacą nam tym samym. Traktując świat życzliwie sprawiamy, że innym żyje się lepiej, a jednocześnie wzrasta nasze ego i my zaczynanym czuć się bardziej wartościowi. Jest to zastrzyk pozytywnej energii dla nas i dla innych. Sztuką jest zachować uśmiech na twarzy, gdy ludzie wokół źle nas traktują, czy to w pracy, czy w szkole czy też na ulicy i w sklepie. Jest to możliwe i nawet mi się to zdarza. Nie raz wprawia to niejednego gbura w zakłopotanie. W końcu tak się starał, aby mi zepsuć humor, a ja wybucham śmiechem i obracając wszystko w żart życzę komuś miłego dnia. Jednak nie jestem Poppy z filmu "Happy go lucky" i niestety mi też nerwy niejednokrotnie puszczają. Nie jestem odporna na kąśliwe uwagi i wiele rzeczy biorę do siebie. Nie zawsze udaje mi się przykleić uśmiech do twarzy i powstrzymać deszcz przykrych słów, które cisną mi się na usta. Nawet jeżeli wiem, że życzliwym usposobieniem mogę więcej zdziałać i poczuć się lepiej. W dodatku jak tu skakać z radości i uśmiechać się do ludzi, kiedy wokół ponury listopad.

Kiedy pomimo całej wiedzy na temat korzyści płynących z bycia życzliwym, jednak kogoś skrzywdzimy, zepsujemy dobry nastrój itp. musimy zmobilizować się i przeprosić. To jest bardzo ważne. W dodatku do tych przeprosin dorzucić wegańską ( wolną od okrucieństwa:)) babeczkę czekoladową z kremem. O magicznym działaniu czekolady jako poprawiacza nastoju pisać chyba nie trzeba,bo każdy przetestował to na sobie:).


Przepis pochodzi od Vegańskiego Svemira, za co kłaniam mu się nisko :) Chyba po raz pierwszy korzystam z przepisu podanego przez męską część wegańskiej blogosfery, więc jest mi tym bardziej miło. :)

Przepis na 12 muffinów ( ja zrobiłam podwójną porcję i w dodatku piekłam w malutkich foremkach, więc wyszło mi ich chyba z 80:) ) :
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 łyżka octu
  • 0,5 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/3 szklanki oleju rzepakowego
  • łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1 szklanka mąka
  • 1/3 szklanki kakao
  • 3/4 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
W jednej misce mieszamy mokre składniki, a w drugiej suche. Następnie stopniowo po łyżce wrzucamy suche do mokrych i mieszamy trzepaczką (można mikserem, ale po co? szkoda prądu - oszczędzanie energii to ekologia!! Poza tym ja już mam całkiem pokaźne bicepsy dzięki ucieraniu ciasta :P). Napowietrzamy ciasto mieszając je w różne strony dość energicznie :). Wychodzi rzadkie, ale bez stresu uda się i tak. Przelewamy je do foremek i pieczemy w 180 st.C. Jeżeli używacie normalnej wielkości foremek to 20 min, jeżeli miniaturek to 10-12 minut.
Wsio!

Krem ( tu też podwoiłam proporcję, ze względu na ilość babeczek):
  • 150 g tofu jedwabistego ( można się pogimnastykować i nabyć je nad Wisłą, ale trzeba też sypnąć groszem, bo tanie nie jest. W UK - kostka 350 gramowa kosztuje 1 funt... no comments...)
  • 1/5 szklanki mleka roślinnego
  • 150 g wegańskiej gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki syropy z agawy lub innego wegańskiego słodu
  • opcjonalnie syrop np. waniliowy
Przy pomocy blendera łączymy tofu, mleko i syrop z agawy ( opcjonalnie też syrop smakowy). Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Musimy odczekać kilka minut, aby czekolada nie była taka gorąca i łączymy wszystko razem, wskazane jest użycie blendera. I wsio! Wkładamy go na minimum godzinę do lodówki, a kiedy ładnie stężeje nakładamy szprycą na wystudzone babeczki.
Krem wychodzi gładki, błyszczący i pyszny! Opcjonalnie możemy jeszcze ozdobić babeczki jakimiś słodkimi pierdołami lub orzechami ( wersja zdrowsza).

I zapraszam wszystkich do degustacji! Smacznego!

Cupcakesy gotowe do podróży na Rozbrat :)




Abstrahując od wszystkiego łapcie zdjęcia moich listopadowych wyczynów :):

a) tortu, który zrobiłam na urodziny znajomego, który jest weganinem blisko tyle lat ile ja chodzę po tym świecie :P [Cytat z 7 seconds być musi ;)]


b) pizzy ze spotkania riot girls - takich Małych Mi do kwadratu :)


Soundtrack: Justice - "A Cross The Universe" z naciskiem na "We are your friends" i "D.A.N.C.E"

sobota, 20 listopada 2010

Quinoa z tempehem

Miało być zupełnie o czymś innym. Chciałam napisać coś o weganizmie, aktywizmie... Kiedyś o tym napiszę, ale nie tym razem. Od pewnego czasu nie mam zbyt dobrego humoru, nie porażam energią, nie bije ode mnie optymizm. Może dlatego, że jest listopad i ciągle pada, jest pochmurno, gazelle nie ma jeszcze założonych błotników, co zmusza mnie czasem do skorzystania z komunikacji miejskiej, której nie znoszę. Może dlatego, że zaczynam zajęcia o 7:30 i kończę z reguły dość późno,bo koło 18:00- 20:00, więc jestem przemęczona i przepracowana. Szukam powodu tego smutku. Kiedy nie ma słońca jest gorzej, to jest pewne. Nie dziwne, że po głowie plączą się przygnębiające myśli. Czuję się taka głupia, bezwartościowa i wybita w ziemię. Najchętniej zaszyłabym się w łóżku i nie wychodziła... Albo zatopiła się w kawiarnianym fotelu pijąc kakao z chilli i cynamonem. Pozwoliła sobie na chwilowy skok endorfin, choć wiem, że ich późniejszy spadek będzie jeszcze bardziej traumatycznym przeżyciem. Wszystko, co było trudne, stało się proste i odwrotnie.
Najchętniej wrzuciłabym w siebie tonę słodyczy, ale jeść trzeba mądrze. Skoro już zdrowo, to chociaż kolorowo, żeby było choć troszkę lżej.


Składniki ( na 2 porcje):
  • 1/2 szklanki quinoa
  • 3 czerwone papryki (mniejsze)
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka świeżo startego imbiru
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki czarnuszki
  • szczypta świeżego mielonego pieprzu
  • 1,5 szklanki wody
  • 3 łyżki oleju
  • 1/2 kostki smażonego tempeh'u
  • coś zielonego do posypania ( pietruszka, kolendra, koperek)
Cebulę siekamy w piórka, paprykę kroimy w paski, czosnek siekamy. Na patelni lub w rondlu o grubym dnie rozgrzewamy olej. Szklimy cebulę, dodajemy czosnek i przyprawy ( kurkumę, imbir, czarnuszkę) i smażymy do czasu, aż zaczną uwalniać aromat. Dodajemy paprykę, po chwili wsypujemy quinoa'ę. Smażymy wszystko razem kilka minut mieszając co jakiś czas, a następnie zalewamy wodą i gotujemy pod przykryciem 10-15 minut. Na 5 minut przed końcem gotowania wrzucamy pokrojony w kostkę tempeh.
Podajemy posypane zieleniną.

Pysznie i zdrowo :)


Smacznego!

Soundtrack: "Intentions - Set The Path"

wtorek, 16 listopada 2010

Masełko lniane. Tym razem o zdrowych tłuszczach :)

O cudownych właściwościach siemienia lnianego można by pisać dużo. Dla mnie najważniejszą jego cechą jest bogactwo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, jakie zawiera. Nierozważnie prowadzona kuchnia wegańska może nie dostarczać ich w wystarczających ilościach. Takie niebezpieczeństwo pojawia się, gdy nie zjadamy wystarczającej ilości ziaren i orzechów, nie dodajemy olejów do potraw lub też nie zbrataliśmy się z awokado czy tłustym mlekiem kokosowym. Jakoś tak się utarło w niektórych głowach, że tłuszcz jest niezdrowy i należy go unikać. To, co niezdrowe w tłuszczach wraz z przejściem na weganizm praktycznie znika. Jako weganka ( wyłączając ten nieszczęsny smalec, który ostatnio zrobiłam oraz margarynę w kremie do tortu from time to time) praktycznie serwują sobie same "dobre" dla mojego organizmu tłuszcze. Pochodzą one między innymi z pestek słonecznika, dyni, sezamu, siemienia lnianego,rozmaitych orzechów, awokado, mleka kokosowego i w pewnym stopniu ze strączkowców. O ile do pieczenia używam najtańszego zwykłego oleju rzepakowego, o tyle do smażenia, zup i sałatek dodaję oleje najwyższej jakości.

No dobrze, ale ja tak piszę i piszę, ale po co nam właściwie te tłuszcze? Wchodzą one w skład błon komórkowych, tworzą mielinę, dzięki czemu mają niebagatelny wpływ na rozwój i prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego. Występują w siatkówce, co istotne jest dla zdrowia naszych oczu. Wielonienasycone tłuszcze roślinne skutecznie obniżają poziom cholesterolu we krwi, przez co zmniejszają zapadalność na chorobę wieńcową. Oczywiście cholesterol jest też potrzebny, gdyby tak nie było nasz organizm nie wytwarzałby go. Wykorzystuje go do produkcji hormonów płciowych, hormonów nadnerczy, witaminy D, oraz żółci niezbędnej do trawienia lipidów. Tłuszcze są nam niezbędne do przyswojenia witamin rozpuszczalnych w tłuszczach ( A,D,E,K). Poza tym tworzą warstwę izolacyjną w naszym organizmie. Mam nadzieję, że ta garstka informacji przekonała was do tego, żeby nie eliminować tłuszczu z diety wegańskiej, która już z złażenia jest dietą nisko-tłuszczową. Szczególną troską należy otoczyć dzieci, które mają większe niż dorośli zapotrzebowanie na ten składnik ze względu na intensywny rozwój.

Masełko lniane ( najlepiej zjeść je w ciągu 10 dni, później stopniowo traci wartości odżywcze)


Składniki:
  • 1 szklanka siemienia lnianego
  • 10-12 łyżek oleju z pestek winogron
  • sól do smaku
Siemię zmielić w blenderze lub młynku do kawy. W miseczce wymieszać je z olejem i posolić. Trzymać w szczelnie zamkniętym pojemniku w lodówce.


Soundtrack: Betercore - "Youth Crust Discography"

sobota, 13 listopada 2010

Smalec wegański? W poszukiwaniu idealnego. Z dedykacją dla Justyny!

Staram się odżywiać zdrowo. Unikam śmieciowego jedzenia, czyli chipsy, frytki, napoje gazowane czy różnego rodzaju naszpikowane chemią gotowce nie mają u mnie żadnych szans. Ale z drugiej strony nie popadam w paranoję. Mając ochotę na coś "niezdrowego" zawsze mogę wybrnąć z sytuacji - burgerem warzywnym w pełnoziarnistej bułce, domowymi frytkami czy domowym bounty autorstwa mojej siostry i współlokatorki jednocześnie. Smalec nie jest czymś na co miewam ochotę,ale... No własnie... Pewnego jesiennego wieczoru znalazłam się z moją kumpelą Justyną w pobliżu dyskontu Aldi. Sklep ten kojarzył mi się z lipcem sprzed chyba 5 lat, kiedy to siedziałam calutki miesiąc w Niemczech, w Bambergu, gdzie moja starsza siostra była erazmuską. Justynie z kolei z jej wyjazdem na Erazmusa do Hiszpanii. Zmuszone przez nieprzyjemna pogodę, oczekując na pewien młody poznański sXe zespół, postanowiłyśmy zajrzeć do środka.
Znalazłyśmy 1 kg kostkę białego tłuszczu roślinnego, wiecie, takiego a la planta. ( planta nie jest wegańska!!!! Tak, tak w weganizmie nie chodzi tylko o skład, ale o to, kto dany produkt produkuje, a tak się składa, że większość wielkich korporacji w testach na zwierzętach się lubuje:(). Postanowiłyśmy nabyć to niezdrowe paskudztwo w celu wykonania samodzielnie smalcu wegańskiego. Zabrałam do domu swoją połówkę. Podzieliłam ją. Z pierwszej części już następnego wieczoru smażyłam wegański smalec. Z przepisu z puszka.pl. Zachwycona nie byłam. Drugie podejście okazało się trafione w 100 %. Smalec jest idealny. Zrobiłam go na bazie pasty słonecznikowej z "Przemytników" zmieniając to i owo. Wyszło!!!! Co do zdrowotnych aspektów... ? Smalec jest niezdrowy z założenia, wiec macham na to ręką. Raz na jakiś czas można, nawet jeśli się wie, ile szkód w naszym organizmie taki tłuszcz wyrządza... Ech... czasami żałuję, że tyle wiem ;P


Skłandniki:
  • 1/2 szklanki ziaren słonecznika
  • 250 g białego utwardzonego tłuszczu roślinnego
  • 1 jabłko
  • 1 cebula
  • 1 łyżka słodkiej papryki
  • 1 łyżka płatków ze słodkiej papryki
  • 1/4 łyżeczki ostrej papryki lub pieprzu cayenne
  • 3 łyżeczki majeranku
  • sól i pieprz do smaku
Na patelni roztapiamy tłuszcz. Wsypujemy do niego ziarna słonecznika. Gdy się zarumienią dodajemy do nich drobno posiekaną cebulkę, która zeszkli się po kilku minutach. Następnie wsypujemy pokrojone w kostkę jabłko, papryki, majeranek, sól oraz pieprz. Wszystko dokładnie mieszamy. Dusimy razem przez kilka minut. Wlewamy do odpornego na temperaturę naczynia. Odstawiamy do przestygnięcia!! Gotowe!!! Smacznego!


Soundtrack: "The Knife - Deep Cuts"

poniedziałek, 8 listopada 2010

Vegan burgery z quinoa i czerwonej fasoli!

Zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili otrzymując drugie życie? Albo jakich błędów byście uniknęli, gdyby ktoś podarował Wam drugą szansę? Mi się zdarzyło nad tym rozmyślać, a jest to strata czasu i energii, ponieważ nie dostaniemy drugiego życia. Druga szansa zdarza się rzadko. Błędy jakie popełniamy czynią z nas pełnowartościowych ludzi. Pozwalają nam poznać samych siebie. Życie toczy się tu i teraz. Popełniacie błędy? Ja też. Fajnie jest móc je naprawić, ale ważniejsze jest wyciągnięcie wniosków i nie popełnianie ich już nigdy więcej. Oi!

Pyszne burgery z quinoa miałam okazję zjeść w minione lato w Barcelonie. Wspomnienie tego czasu sprawia, że robi mi się jeszcze zimniej i smutniej, bo to już za mną... Były to niewątpliwie najlepsze wegańskie burgery jakie w życiu jadłam, więc chyba nikogo nie dziwi, ze podejmuję próby podrobienia tego zacnego przepisu i odnalezienie smaku z wakacji. Tym razem jeszcze się nie udało, ale wyszły mi bardzo dobre kotlety, które może nawet nie mogłyby z tamtymi konkurować, ale ja jestem zadowolona. O swoich kolejnych wysiłkach burgerowych będę na bieżąco informować, a tym czasem zapraszam wszystkich do skosztowania tychże.


Składniki ( ok.8-10 burgerów)
  • 2 puszki czerwonej fasolki, odsączonej i przepłukanej
  • 2 szklanki ugotowanej quinoa ( 0,5 szklanki suchej kaszy na 1 szklankę wody)
  • 1 mała czerwona papryka, upieczona i obrana ze skórki, pokrojona w koszteczkę
  • 1/2 szklanki mąki z cieciorki
  • 4 pokrojone w kostkę suszone pomidory z zalewy
  • 1 łyżka zmielonego siemienia lnianego rozprowadzonego w 3 łyżkach ciepłej wody
  • 2-3 ząbki czosnku
  • natka pietruszki
  • 1 łyżeczka asefetidy
  • sól
  • pieprz, świeżo mielony
Fasolkę zgnieść blenderem, nie musi być dokładnie, jeżeli pojedyncze fasolki pozostaną w całości to nic nie szkodzi. Dodać ugotowaną quinoa, mąkę, siemię i pozostałe składniki. Bardzo dokładnie je wymieszać. Sprawdzić smak i ewentualnie jeszcze doprawić. Formować kotlety pożądanej przez siebie wielkości i smażyć je z obu stron do czasu, aż się zarumienią.
Można jeść je do klasycznego obiadu ( ziemniaki+ surówka + kotlet), ale ja preferuję w bułce z wegańskim sosem czosnkowym i warzywami.

Smcznego!!!

Soundtrack: cap'n jazz "Analphabetapolothology" z naciskiem na "Forget Who We Are"

i can't stand standing here like this and i can't take taking any of this talk serious.
i can't stand standing here like this and i can't take taking any of your talk serious.
swimming eyes and spitting whys splitting ties we realize.
missed kisses blown through blue night air. walking you home with a bottle of boones between us.
we're trying so hard to forget who we are.

sobota, 6 listopada 2010

Muffinki dyniowe z kaszą jaglaną. You can take my heart...

Odkąd wyposażyłam swoją kuchnię w foremki do muffinów w kształcie serc, używam ich przy każdej możliwej okazji. :) 


Przepis na poniższe muffiny znalazłam u Komarki. Oczywiście pomysł takiego wykorzystania mojej ukochanej kaszy jaglanej wydał mi się tak fantastyczny, że niemal od razu obmyśliłam, jak zwykłą recepturę przechrzcić na wegańską. Wyszły mi za pierwszym razem. Są ekstra! Kasza, która rzeczywiście nabiera orzechowego aromatu jest chrupiąca, a takie muffinki można jeść i jeść i jeść... Polecam!!


Składniki:
  • 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • 1 szklanka dyniowego pure
  • 1 szklanka mleka sojowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 5 łyżek oleju
  • 1/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/3 szklanki dark muscovado
  • 1 szklanka mąki pszennej białej
  • 1 szklanka mąki pszennej razowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki zmielonych goździków
Kaszę opiekamy przez 10 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 st.C mieszając co jakiś czas, ażeby się równo uprażył.
Mleko sojowe mieszamy z sokiem z cytryny i octem i odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie dodajemy pure z dyni i olej. Mieszamy mikserem. Wsypujemy jeden i drugi cukier i ponownie miksujemy. Na koniec dodajemy mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia, sodą i przyprawami. Dodajemy uprażoną kaszę jaglaną i dokładnie mieszamy, ażeby składniki dobrze się ze sobą połączyły. Przelewamy do 12 foremek na muffinki i pieczemy przez 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C.




Soundtrack: Ida Maria - Fortress Round My Heart -z naciskiem na: "Where Ever You Go"

środa, 3 listopada 2010

I Poznańska Niedziela Wegańska - 7.11.2010


Serdecznie zapraszam wszystkich na pokaz wegańskich wypieków w najbliższą niedzielę do poznańskiej Ekowiarni na godzinę 12:00, gdzie swoimi doświadczeniami i umiejętnościami będzie się z Wami dzielić m.in moja skromna osoba.
Pokaz jest częścią większej imprezy, a dokładnie I Poznańskiej Niedzieli Wegańskiej, do uczestnictwa, w której gorąco wszystkich zachęcam i myślę, że każdy znajdzie w programie coś dla siebie.

***
Łapcie program całej imprezy:


1. "Pieczemy wegańsko!" Pokaz pieczenia na słodko i pikantnie dla wegan oraz osób uczulonych na produkty pochodzenia zwierzęcego! Prowadzą wegańskie blogerki.
Miejsce: Ekowiarnia ( pasaż Apollo), godzina 12.00, wstęp wolny

2. "Zatoka delfinów" - poruszający, nagrodzony Oscarem dokument na temat odbywającej się w Japonii rzezi delfinów.
Miejsce: Kino Muza ( ul.Św.Marcin 30), godzina 14:30, cena: 10 zl Do każdego biletu wegański muffin gratis!

3. "Sufrażystki wegetarianki" - wykład Dobrusi Karbowiak. Miejsce: Babiląd ( ul. Bukowska 31/ 6), godzina 17:00, wstęp wolny

4. Koncert: Justice Department (wegański grindcore/hc z Hiszpanii) , Epileptic Walk ( vege/vegan broken crustcore z Poznania).
Miejsce: Skłot Rozbrat (ul.Pułaskiego 21a), godzina 20:00. Wegańska szama do zakupienia na miejscu.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Kotlety z dyni. Proste i pyszne.


Podobno pomiędzy szaleńczą miłością, a szaleńczą nienawiścią jest bardzo wąska granica. Łatwo ją przekroczyć... Usłyszałam to w jakimś filmie, a ostatnio oglądam ich dużo i często przesiaduję w poznańskiej Muzie. Myślę sobie, że pewnie tak jest, ale z drugiej strony? Brzmi lekko wariacko, a ja, choć należę do ludzi roztrzepanych, do szaleństwa mam raczej daleko i  chyba nad uczuciami panuję w wystarczającym stopniu... ;) 
Miłość to rozumiem, ale do nienawiści mi trochę nie po drodze. Męczy i kradnie energię, którą wolę wykorzystać  dla medycyny. 



Jeżeli komuś poniższy przepis kojarzy się z burgerami z cukinii z książki "Przemytnicy marchewki, groszku i soczewicy" to jest na dobrym tropie skąd zaczerpnęłam inspirację do tychże kotlecików. Patrząc na wzorcowy przepis myślałam jak zastąpić składniki, aby zrobić je z tego, co mam w domu. Tak się złożyło, że z pierwotnym przepisem mój wiele wspólnego nie ma, poza tym, że kotlety są pyszne. Teraz znowu kotletowo się zrobi na moim blogu, ale w moim studenckim, zabieganym, nie tylko ze względu na szkołę, życiu takie dania sprawdzają się idealnie. Kotlety łatwo się odgrzewa, można je zjeść z dowolnym dodatkiem, całym bukietem warzyw i z przeróżnymi sosami. Najważniejsze jest jednak to, że kotleta można wrzucić do bułki i zrobić sobie fantastyczną kanapkę do szkoły.


Składniki:
  • 2 szklanki startej na małych oczkach dyni
  • 3 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • 2 łyżki rozdrobnionych nożem pestek dyni
  • 1 łyżka słodkiej papryki
  • 1 ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
  • sól i pieprz, świeżo zmielony ( do smaku)
  • olej do smażenia
Składniki dokładnie ze sobą połączyć. W zwilżonych wodą dłoniach formować małe placki i układać ja na rozgrzany na patelni olej. Smażyć z obu stron, aż się zarumienią. Gotowe!!!




Przykładowe zastosowanie kotleta z dyni w kanapce do szkoły, choć świetni sprawdzają się w burgerach z ziołowym sosem oraz  same, jako placuszki z sosem pomidorowym. 



Soundtrack: Soundtrack do "Juno" z naciskiem na "Anyone Else But You"