piątek, 26 lutego 2010

WEGAŃSKI CHAŁWOWY TORT DLA MAMY

Już po raz 5-ty robiłam tort w tym roku. Pierwszy, który trafia na bloga. Każdy, który ostatnio piekłam był bardzo osobisty. Ten jest dla mojej Mamy i nic więcej już nie powiem. :)


Biszkopt czekoladowy:
  • 4 szklanki mleka roślinnego
  • 4 łyżka octu
  • 2 szklanka cukru trzcinowego
  • 1 szklanki oleju rzepakowego
  • 4 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 4 szklanki mąki
  • 1 szklanka kakao
  • 3 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
W jednej misce mieszamy mokre składniki, a w drugiej suche. Następnie stopniowo po łyżce wrzucamy suche do mokrych i mieszamy trzepaczką lub mikserem. Napowietrzamy ciasto mieszając je w różne strony dość energicznie :). Wychodzi rzadkie, ale bez stresu uda się i tak. Przelewamy je do formy tortowej i pieczemy w 180 st.C przez ok 40 min.

Krem:
  • 250 g margaryny wegańskiej
  • ok. 410 g chałwy waniliowej (250 g + 80g + 80 g)
Dodatki:
  • wiśnie w kompotu bez pestek
  • kilka łyżek dżemu wiśniowego
  • wiśnie kandyzowane
  • posypka cukrowa czekoladowa
  • syrop z cytryny, wody i cukru
Margarynę wymieszałam z chałwą przy pomocy miksera. Uzyskałam gładką masę.
Ciasto przekroiłam na pół, a następnie przy pomocy nitki dwie części podzieliłam na dwa płaty. W rezultacie otrzymałam 4 równe części. Wymieszałam łyżkę soku z cytryny z 4 łyżkami wody i łyżeczką cukru. Takim roztworem skropiłam pierwszy płat i posmarowałam go równo dżemem wiśniowym. Przykryłam kolejnym płatem, który skropiłam syropem cytrynowym, posmarowałam chałwowym kremem i posypałam kilkoma wiśniami z kompotu. Z następną warstwą postąpiłam identycznie. Przykryłam ją ostatnim płatem ciasta, który skropiłam i cały tort w miarę równo pokryłam pozostałym kremem. Górę przyozdobiłam wiśniami kandyzowanymi, a boki obsypałam posypką czekoladową.

Koniec! :)

Na zdjęciu moja młodsza asystentka :)

soundtrack : DAT Politics - "Wow twist"

czwartek, 25 lutego 2010

UKŁON W STRONĘ KUCHNI FRANCUSKIEJ

Z kuchnią francuską jestem trochę na bakier. Dużo w niej serów, mięsa, masła i jajek, czyli wszystkiego czego unikam. Czasami jednak trafiam na przepis, który albo jest wegański, albo po małej przeróbce takim się się staje. Tak jest np. z ziemniaczaną zupą paryską. Nie jest ona szczególnie odżywcza, ale jako dodatek do obiadu nadaje się idealnie.


ZIEMNIACZANA ZUPA FRANCUSKA

Składniki:
  • 6 ziemniaków
  • 2 pory (białe części)
  • 1.2 l bulionu warzywnego
  • 3 łyżki oleju
  • 2 łyżeczki mąki
Ziemniaki obieramy i kroimy w plasterki. Podobnie postępujemy z porami. Wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem i gotujemy do miękkości. Następnie przecedzamy bulion. Mieszamy mąkę z olejem i dodajemy ją do bulionu cały czas go mieszając.Warzywa rozgniatamy praską do warzyw lub widelcem( nie blenderem, bo to nie jest krem i w zupie mają pływać kawałeczki warzyw! ) i dodajemy ponownie do bulionu. Podajemy posypane natką.

Francuzi jedzą paryską zupkę z tostami. Je zrobiłam tartaletki ze szpinakiem, kurkami i sosem beszamelowym.
g
Nie będę podawać dokładnego przepisu.
Paczkę rozmrożonego szpinaku podsmażyłam na 3 łyżkach oliwy z 1/2 cebulki i 2 ząbkami czosnku. Doprawiłam pieprzem i solą. Odrobiną papryki ostrej i słodkiej.

Około 1,5 szklanki kurek smażę na 3 łyżkach oliwy na 1/2 cebuli. Doprawiam tymi samymi przyprawami, którymi przyprawiałam szpinak.

Na koniec przygotowuję sos beszamelowy z 3 łyżek oliwy, 2 łyżek mąki i 1 i 1/2 szklanki mleka gryczanego. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na koniec dodaję łyżeczką ziół prowansalskich.

6 foremek do tartaletek wykładam gotowym wegańskim ciastem francuskim. Piekarnik nagrzewam do 20o st.C. Ciasto nadziewam kolejno szpinakiem, kurkami i na koniec polewam obfitą łyżką beszamelu. Wkładam do rozgrzanego piekarnika i piekę przez 20 minut, aż ciasto się zarumieni.
Podajemy posypane zieloną częścią pora.

Smacznego!


soundtrack: La Fraction - Aussi Long Sera Le Chemin

poniedziałek, 22 lutego 2010

PIEROGI Z FARSZEM SOJOWO-GRYCZANO-PIECZARKOWO-POMIDOROWYM

Dziś w nocy jadłam pyszne smażone chili tofu, smalec wegański, salami wegańskie. Wiem, że jedzenie o tej porze jest niezdrowe, ale niezdrowo jest też być głodnym :) Nie wiem czy była to jeszcze kolacja czy już śniadanie. Wyborne towarzystwo, pyszne jedzonko. Pomyślałam, że dziś w dzień nie może być inaczej. Dlatego w porannym pociągu próbując spać na kolanach mojego chłopaka wymyśliłam sobie ten przepis. Wyszło tyle, że pierożki będziemy zajadać przez najbliższy tydzień ;)


Ciasto

Składniki:
  • 3 szklanki mąki mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżki oleju
  • ok. 1 szklanka ciepłej wody
W misce mieszamy ze mąkę i sól. Następnie dodajemy olej i stopniowo wodę. Ugniatamy do uzyskania gładkiej konsystencji nie przyklejającego się do rąk ciasta. Odrywamy kawałek masy, który rozwałkowujemy cieniutko na stolnicy, pozostałą cześć trzymamy pod wilgotną ściereczką, żeby ciasto nie wyschło. Wycinamy krążki z rozwałkowanego ciasta, nakładamy farsz i sklejamy ze sobą brzegi pieroga.


Farsz:

Składniki:
  • 10 pieczarek
  • 1/2 małej cebuli
  • 1/2 małego pora
  • 1/2 torebki ugotowanej wcześniej kaszy gryczanej
  • ok. 150 g granulatu sojowego
  • 4 łyżki przecieru pomidorowego
  • sól morska ziołowa, pieprz, czosnek, papryka ostra i słodka, majeranek i tymianek.
  • oliwa
Granulat gotujemy w gorącej, nieosolonej wodzie. Pieczarki obieramy i drobno kroimy. Szatkujemy cebulę i por. Rozgrzewamy na patelni kilka łyżek oliwy. Wrzucamy na nią cebulę i por i smażymy do czasu aż się zeszklą. Dodajemy pieczarki. Kiedy się podrumienią wsypujemy odsączony granulat sojowy i kaszę gryczaną. Smażymy kilka minut. Całość mieszamy z przecierem i ewentualnie odrobiną oliwy. Przecier i oliwa mają połączyć składniki , a nie stanowić sos. Przyprawiamy do smaku wymienionymi przyprawami. Celowo nie podaję dokładniej ilości przypraw, bo każdy musi zrobić to według własnego smaku i gustu.
Faszerujemy ciasto. Pierogi gotujemy w gorącej, osolonej wodzie z odrobiną oleju, który zapobiega ich sklejaniu się.

Smacznego!

czwartek, 18 lutego 2010

Razowe ciasto ze śliwkami i jabłkiem


Nie wiem dlaczego dopiero tuż przed wyjazdem z domu przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić zawartość zamrażarki moich rodziców. Odkryłam w niej zamrożone truskawki, śliwki, wiśnie, kurki... itd. Niestety nie mając zbyt dużo czasu, aby wykorzystać te zapasy, postanowiłam upiec szybkie ciasto ze śliwkami. Dobre i sprawdzone. Od Agaty (
IloveTofu).
Dla rodziców do kawy. Ja wracam na stare śmieci.

Składniki:
  • 250 g mąki żytniej razowej
  • 250 g mąki pszennej białej
  • 100 g cukru trzcinowego
  • 100 ml mleka roślinnego (użyłam gryczanego)
  • 100 ml oleju
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego z prawdziwą wanilią
  • ok.1/2 kg mrożonych śliwek węgierek
  • 1 średniej wielkości jabłko ( dowolne)
  • cukier i cynamon do posypania owoców
  • płatki migdałowe
Mieszamy ze sobą mąki, cukier, cukier waniliowy i proszek do pieczenia. Stopniowo dodajemy olej i mleko. Ugniatamy. Jeżeli jest taka potrzeba dodajemy odrobinę więcej płynu. Foremkę do tarty smarujemy oliwą. Odkładamy 1/3 porcji ciasta. Pozostałe 2/3 wałkujemy i wykładamy nim formę do tarty. Obieramy jabłko. Kroimy je w cienkie plasterki i wykładamy nim ciasto. Na warstwie jabłek układamy śliwki. Posypujemy je cukrem i cynamonem. Pozostałe ciasto wałkujemy, kroimy w paseczki i układamy z nich tzw. kratkę na owocach. Piekarnik nagrzewamy do 200st.C i pieczemy 20-25 minut, aż ciasto się zarumieni.
Na suchej patelni prażymy 2 łyżki płatków migdałowych i posypujemy nimi wyciągnięte z piekarnika ciasto. Kiedy wystygnie, zajadamy.
Smacznego.

środa, 17 lutego 2010

ZUPA DAHL

Na przełomie szkoły podstawowej i gimnazjum przeszłam zafascynowanie Indiami. Wówczas wydawało mi się, że jest to takie wyszukane i dojrzałe zainteresowanie... Potem był jeszcze Bliski Wschód, później Afryka. Dokładnie studiowałam książki podróżnicze oraz takie, których akcja toczyła się w miejscu, które było akurat obiektem moich zainteresowań. Nadal lubię czytać o tych zakątkach świata, ale już minęła mi chęć wyjazdu tam w roli "lekarza bez granic":). Nie dlatego, że uważam, że jest to niepotrzebne albo niebezpieczne, ale zrozumiałam jak wiele w tym wszystkim jest polityki... Lekarze, którzy jadą na koniec świata zazwyczaj kierują się powołaniem i dobrymi intencjami, co nie oznacza, że organizacja, które ich tam wysyła ma czyste intencje... A ja za nic na świecie nie mogłabym być marionetką w rękach polityków, którzy wykorzystają twoje dobre serce do swoich kampanii politycznych. A niestety często tak jest. Nie wiem gdzie mnie w przyszłości rzuci los, gdzie będę mieszkać, pracować, działać i gotować;). Jestem przekonana, że wszędzie na świecie jest dużo do zrobienia, dużo do zmienienia i przede wszystkim nie ma takiego miejsca, gdzie żadna żywa istota nie potrzebuje pomocy. Dlatego pewnie nigdy nie będę bezczynna... Na szczęście:)

Dzięki poszerzeniu wiedzy o Indiach natknęłam się też na ich cudowną kuchnię. Jest ona bardzo bogata w dania wegańskie, dlatego chętnie do niej sięgam. Dziś proponuję zupę.

Zupa dahl

Składniki:
  • 3 łyżki oleju
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 posiekanej cebuli
  • 1/2 posiekanej czerwonej papryki
  • 2 puszki posiekanych pomidorów
  • 180 g czerwonej soczewicy
  • 600 ml bulionu warzywnego
  • 300 ml mleka kokosowego
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki imbiru w proszku lub świeżego, startego
  • 1 łyżeczka garam masala
  • 1/4 pieprzu cayenne
  • sól i pieprz do smaku
  • natka do posypania
W dużym rondlu rozgrzać oliwę. Wsypać cebulę, paprykę i rozgnieciony czosnek. Smażyć przez 2-3 minuty. Następnie wsypać kurkumę, garam masalę, pieprz cayenne. Smażyć mieszając przez 0,5 minuty. Dodać czerwoną soczewicę. Przemieszać razem przez chwilę. Wlać bulion, sok cytrynowy, pomidory i na końcu mleko kokosowe. Wymieszać porządnie i gotować pod przykryciem przez 30 minut. Po tym czasie doprawić solą i pieprzem. Rozlać do miseczek. Posypać posiekaną kolendrą i zajadać.:)

Mniam_mniam!

wtorek, 16 lutego 2010

RAZOWE BUŁECZKI NA ŚNIADANIE



Właśnie po to są ferie, żeby zrobić coś na co nie pozwalam sobie normalnie z lenistwa, ze zmęcznia albo z braku czasu. Normalnie jest uczelnia, praca i ... życie społeczne i towarzyskie (koncerty, wyjścia, różne akcje, w które staram się angażować). Poza tym, ograniczony studencki budżet, który nie pozwala mi mieć 10 czy 20 różnych mąk i dodatków do pieczenia w szafce.
Po to mam te ferie , aby pojechać do domu i upiec bułeczki w przestronnej kuchni rodzinnego domu. Na śniadanie. Cała ja. Najpierw funduję rodzicom takie smakołyki, a potem się dziwię, że chcą, abym jak najczęściej przyjeżdżała... :)

Składniki: (ok. 10 bułeczek)
  • 2 łyżeczki drożdży instant
  • 300 ml ciepłej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 130 g płatków owsianych
  • 1 łyżeczka siemienia lnianego
  • 200 g mąki żytniej razowej
  • 100 g mąki owsianej
  • 150 g mąki pszennej białej
  • 2 płaskie łyżeczki soli morskiej
  • 2 łyżki oliwy
  • słonecznik, sezam do posypania
Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłą wodą i odstawiamy na 15 minut, aby drożdże zaczęły pracować. Płatki owsiane gotujemy. Do zaczynu dodajemy odsączone płatki owsiane i pozostałe składniki poza sezamem i słonecznikiem. Dokładnie ugniatamy. Ciasto przykryte ściereczką odstawiamy na 60 minut w ciepłe miejsce. Następnie formujemy bułeczki, które posypujemy sezamem i słonecznikiem. Układamy je na blasze wyłożonej papierem pergaminowym. Ponownie odstawimy na 20-40 minut, aby podrosły troszkę. Następnie wstawiamy je na 20-25 minut do piekarnika nagrzanego do 200 st.C.
Gotowe bułeczki chłodzimy na kratce. Zajadamy!


Smacznego!

Kotleciki z groszku i tofu


Dzisiejszy obiad to
poniższe kotleciki
szpinak z cieciorką
brukselki z bułką tartą
ryż ugotowany na sypko posypany natką

Kiedy przyjeżdżam do domu gotuję rodzicom jedzenie, którego nie zrobią sobie sami głównie z powodu braku czasu... Mam nadzieję, że zawsze będę mieć czas nietylko na przygotowanie pysznego, pełnowartościowego jedzenia, ale również spokojne zjedzenie. Na siedząco, przy stole, bez pośpiechu...



Składniki:
  • puszka groszku
  • 300 g tofu
  • 1/2 małej cebulki
  • 3 łyżki płatków owsianych namoczonych w gorącej wodzie
  • 1/4 - 1/3 szklanki oleju
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • 2 łyżki mąki owsianej
  • 5 łyżek bułki tartej
  • 1 łyżka siemienia lnianego
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki kolorowego czosnku
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka curry
  • 1/4 łyżeczka czarnego pieprzu
  • szczypta pieprzu cayenne
  • 2 łyżeczki majeranku
  • sezam do panierowania
Cebulkę poszatkować, płatki owsiane namoczyć, rozgnieść zielony groszek i tofu blenderem lub ręcznie. Do masy z tofu i groszku dodajemy olej, mąki, odsączone płatki owsiane, bułkę tartą, siemię lniane. Dokładnie mieszamy. Przyprawiamy. Z powstałej masy formujemy małe kotleciki. Obtaczamy w sezamie i smażymy na rozgrzanym oleju na brązowy kolor.


Szpinak z ciecierzycą

Składniki:
  • 450 g mrożonego szpinaku ( najlepiej całe liście) :)
  • 400 g ugotowanej ciecierzycy ( można użyć jednej puszki)
  • 1/2 cebuli
  • sól, pieprz, papryka słodka i ostra
  • 1 ząbek czosnku
  • oliwa
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy poszatkowaną cebulką i smażymy do czasu aż się zeszkli. Dodajemy rozmrożony szpinak i chwilę mieszamy razem na małym ogniu. Rozgniatamy czosnek i dodajmy do szpinaku. Przyprawiamy do smaku podanymi przyprawami i mieszamy z odsączoną ciecierzycą. Przez chwilę razem dusimy. Posypujemy podprażonym sezamem.
Gotowe.


poniedziałek, 15 lutego 2010

MANDAZI - AFRYKAŃKIE PĄCZKI

Pierwszy raz usłyszałam o nich od narzeczonego mojej siostry, który pochodzi z Tanzanii. Mandazi są charakterystyczne dla kuchni tanzańskiej i kenijskiej. Podaje je się na ciepło, jak nasze racuchy. Głównie   jada się je na śniadanie. Ja po raz pierwszy jadłam MANDAZI jakieś 3 lata temu i to nie dlatego, że usmażył mi je mój szwagier:). Sama je zrobiłam na podstawie przepisu z Kulinarnego Atlasu Świata GW. Bardzo mi smakowały i zupełnie nie wiem dlaczego ich od tamtego czasu nie robiłam. Może dlatego, że pomijając kilka dań staram się robić coraz to nowe przepisy i odkrywać nowe smaki? W każdym razie dziś do nas wróciły za sprawą mojej młodszej siostry. Pysznie!



Składniki:
  • 2 łyżeczki suszonych drożdży
  • 2 łyżki cukru
  • 1/2 szklanki mleka kokosowego
  • 1,3 szklanki mąki
  • sól
  • olej do głębokiego smażenia
Wymieszaj drożdże z łyżką cukru i odrobiną ciepłej wody. Odstaw na 15 minut. Wymieszaj mąkę z solą i resztą cukru, dodaj drożdże i tyle mleka kokosowego, aby powstało dość twarde ciasto.Zagnieć i odstaw na 45 minut. Rozwałkuj na grubość 0,5 cm i wycinaj trójkąciki o bokach 3-4 cm. Ułóż na pergaminie, aby jeszcze wyrosły na 15 minut. Usmaż w głębokim oleju. Podawaj
na ciepło. Oryginalnie nic już się z nimi nie robi, ale jak ktoś chce żeby były słodsze to albo niech użyje więcej cukru albo posypie cukrem pudrem po usmażeniu.

Smacznego!
Mniam_mniam!

niedziela, 14 lutego 2010

Czeloladowo-kokosowo-daktylowe ciasto bez pieczenia

Kiedyś przyszedł mi do głowy pomysł na coś podobnego, bo na herbatniki przekładane kaszą manną z bakaliami i polane czekoladą. Jakiś czas później natknęłam się na stronie www.puszka.pl na przepis na wegańską stefanię, który w pewien sposób był podobny do mojego, a sprawdzony i zachwalany. Pomimo, że od tego czasu, kiedy znalazłam recepturę na "puszce" minęło kilka miesięcy w końcu udało mi się ją przygotować. Jest to coś dla osób, które lubią się rozpływać ze słodkości. Ja wolę bardziej konkretne dania, wiec jak kiedyś znowu przyjdzie mi robić ten słodki deser, to raczej użyję mniejszej ilości daktyli.

Składniki:
  • 1 litr mleka kokosowego ( szczerze mówiąc każde roślinne sprawdzi się w tej roli)
  • niepełna szklanka kaszy manny
  • pół paczki płatków kokosowych + około 2 łyżki
  • 2 paczki daktyli
  • kopiasta łyżka kakao
  • herbatniki wegańkie
  • 1,5 tabliczki gorzkiej wegańskiej czekolady
1,5 paczki daktyli wsypać do miski, zalać szklanką mleka i rozdrobnić przy pomocy blendera. Powstanie kokosowo- daktylowy syrop czy mus. 2 szklanki mleka zagotować i dolać do nich kokosowo-daktylowy mus. Kaszę wymieszać z pozostałym mlekiem i stopniowo wlewać do gotującego się z daktylami mleka. Dobrze rozprowadzić, aby nie było grudek. Do masy dodajemy płatki kokosowe, kakao oraz rozdrobnione pozostałe daktyle. Dokładnie mieszamy. Ściągamy z palnika. Foremkę wykładamy herbatnikami. Wylewamy na nie przygotowaną masę. Wyrównujemy i pokrywamy warstwą herbatników. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Do czekolady dodajemy kilka łyżek wrzącej wody, będzie bardziej lejąca. Powstałą polewą pokrywamy wierzchnią warstwę herbatników. Posypujemy płatkami kokosowymi. Wystudzony deser wkładamy na kilka godzin do lodówki.

Kroimy w kostki i zajadamy się!


Mniam_mniam!

piątek, 12 lutego 2010

W poszukiwaniu straconych kilogramów... :)


Moja ostatnie gotowanie, pomimo dobrych chęci, ogranicza się do robienia sałatek, duszenia szpinaku oraz podpiekania bułek w tosterze i smarowania ich jakąś wegańską pastą. Z reguły zajadam się tymi "wyszukanymi" daniami około 22.00, bo albo wracając z popołudniowej pracy zahaczam o znajomych, albo idę do kina, albo coś jeszcze nie daje mi się najeść wcześniej. Wiem, jakie niezdrowe jest późne jedzenie, ale może pozwoli my odzyskać stracone w styczniu kilogramy :)
Miał mi w tym również pomóc wczorajszy dzień, czyli tłusty czwartek i pierwsze pączki jakie w życiu robiłam. W dodatku wegańskie. Tyle, że ich smażenie skutecznie zniechęciło mnie do jedzenie i zjadałam może z dwa? Nie wiem dlaczego tak mam, ale gotowanie, a zwłaszcza pieczenie słodkości zawsze sprawia, że nie mam już na nie ochoty...
Przepis na pączki podejrzałam u Agaty ( I love tofu). Agata bardzo je zachwalała, więc to wystarczyło, żebym zabrała się za ich smażenie. Z części ciasta zrobiłam oponki, a część nadziewałam domowej roboty powidłami. Wszystkie posypałam cukrem pudrem.

Składniki:
  • 1 kg mąki pszennej
  • 2/3 szklanki oleju
  • 2,5 szklanki mleka roślinnego ( użyłam owsianego)
  • 2/3 szklanki cukru
  • paczuszka cukru waniliowego
  • 10 dag drożdży
  • 2 łyżki octu ( użyłam jabłkowego )
  • olej do smażenia
W rondelku podgrzewamy mleko z cukrem i cukrem waniliowym. Kruszymy drożdże i wsypujemy je do dużej miski, w której będziemy później wyrabiać ciasto. Do drożdży dodajemy 2 łyżki mąki i odlane pół szklanki podgrzanego, ciepłego mleka. Mieszamy drewnianą łyżką, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na kilkanaście minut, aby zaczyn zaczął pracować. Następnie podgrzewamy olej. Łączymy do z mlekiem. Do zaczynu dodajemy stopniowo mąkę, oraz mleczno-olejowo-cukrowy roztwór i wyrabiamy. Kiedy ciasto będzie gładkie, odstawiamy je do wyrośnięcia. Moje rosło jakieś 80 minut, ponieważ w tym czasie oglądałam film, ale 40 minut spokojnie wystarczy. Dzielimy ciasto na 2 lub 3 części. Rozwałkowujemy na grubość około 1 cm na stolnicy. Przy pomocy małej miseczki wycinamy krążki. Ja część nadziewałam powidłami i sklejałam w kule, a w części wycinałam mniejsze kółeczka, tak aby powstały oponki. Smażymy na rozgrzanym głębokim oleju, ale małym ogniu. Ważne, aby nie zaczęły brązowieć zbyt szybko, bo mogę być niedopieczone w środku. Podczas smażenia obracamy. Ja przed wyjęciem nakłuwałam, aby upewnić się czy są gotowe. Odsączmy z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Po ostygnięciu posypujemy cukrem pudrem.


soundtrack: melancholijny i zimowy - mum "finally we are no one"


poniedziałek, 8 lutego 2010

Trochę zimy, trochę wiosny, trochę filozofii, a jutro znów będę gotować :)

Ostatnie tygodnie dały mi mocno w kość. Jestem naprawdę zmęczona i potrzebuję kilku dni odpoczynku. Marzyłam o tym, żeby owinąć się kocem i zatopić się w lekturze jakiejś mądrej i dobrej książki, która napisana jest takim językiem i opowiada takie historie, że nie można się oderwać. A każde słowo chłonie się jak gąbka wodę. Dziś wreszcie po długiej przerwie pozwoliłam sobie na taką chwilę relaksu. Pozbierałam podręczniki porozrzucane po całym mieszkaniu i z kubkiem zielonej herbaty czytałam, czytałam i czytałam. Przydałoby się jeszcze jakieś ciasto..., ale spokojnie, dziś się z tym wstrzymam,bo to mógłby być zbyt duży szok dla mojego umysłu, gdyby okazało się, że mogę robić to na co mam ochotę, a nie to co powinnam... Swoją drogą zbyt długotrwałe podporządkowywanie się jakimś narzuconym czynnościom może nieźle namącić w naszej głowie i sprawić, że zaczniemy wariować. Spełnianie swoich wewnętrznych potrzeb nie jest jakimś egoistycznym posunięciem, ale dbałością o zdrowie psychiczne i fizyczne.
Trzeba odnaleźć równowagę, jak we wszystkim zresztą, aby w życiu codziennym nawet jeśli ogranicza nas szkoła czy praca, umieć zrobić coś dla siebie. Oj zaczynam filozofować, ale to przez to, że chcę tu zacytować fragment pewnej książeczki jaką dostałam od Mamy dwa lata temu. Książka mądra i ciekawa, o ile ktoś nie czuje ogromnej niechęci do Kubusia Puchatka. To są właściwie dwie książki " Tao Kubusia Puchatka" oraz "Te Prosiaczka", autorstwa Banjamina Hoffa. czyli taoistyczna filozofia wytłumaczona na przykładzie bohaterów "Kubusia Puchatka" oraz ich przygód. Oto kilka fragmentów :


"Odziedziczone przez nas iluzje strachu powodują, iż wierzymy w konieczność obrony przed światem przyrody, w lepsze życie dzięki ciężkiemu przemysłowi i tak dalej. W rzeczywistości świat przyrody potrzebuje obrony przed nami. Musimy zacząć uznawać, szanować i rozumieć jago mądrość, a nie tylko spoglądać nań przez zniekształcone szkiełko naszych wyobrażeń o nim." " Problemy współczesnego człowieka, jego niebezpieczne poglądy, poczucie samotności, pustki duchowej i własnej niemocy są wynikiem iluzji na temat świata przyrody i oderwania od niego."

To są tylko dwa króciutkie fragmenty, ale te niepozorne książeczki są bogate w wiele przemyśleń, które są nam bliskie, a o których chyba czasami zapominamy. Pomimo, że powstały prawie 30 lat temu nie tracą na aktualności, choć trochę frustrujące jest to, że świat Zachodu wciąż boryka się z tymi samymi problemami i nie może ich rozwiązać.


Powoli zaczynam myśleć o wiośnie, chcę posadzić cebulki, żeby mieć świeży szczypiorek, posiać rzeżuszkę. Rozglądam się za krokusami, żonkilami czy hiacyntami, żeby nadać koloru szarości za oknem. Swoją drogą, moje obawy budzi chwila, kiedy te góry śniegu zaczną się topić... Ale sama myśl, że w końcu zrobi się cieplej, jaśniej, milej i po prostu zielono, sprawia, że powraca do mnie energia.:)


AAA! I odsyłam do IloveTofu. Ważne, ciekawe. Sami się zapoznajcie!



Od jutra zacznę gotować, ale teraz jeszcze wrócę do lektury:)