poniedziałek, 11 października 2010

Ciastka orzechowe z anyżem i amaretto oraz....

W minionym tygodniu byłam w kinie na filmie " Mine vaganti. O miłości i makaronach". Kino europejskie jest fantastyczne i ten film jeszcze bardziej utwierdził mnie w tym przekonaniu. Polecam serdecznie!
W filmie padły słowa, które ze względu na ostatnie wydarzenia w moim życiu, bardzo zapadły mi w pamięci i nie dają mi spokoju. Mniej więcej brzmiały one tak, że nie można uciec od przeszłości, bo to co z niej najważniejsze i tak w nas pozostaje... Ja ostatnio usilnie staram się od przeszłości uciekać i być może popełniam błąd, którego nie uda mi się już nigdy naprawić...

Innym wnioskiem jaki nasunął mi się po filmie jest to, że miłość to równie piękne, jak i trudne uczucie. Tak naprawdę zaczynając kogoś kochać, fundujemy sobie dawkę bólu gratis, bo w miłość, i szczęśliwą i nieszczęśliwą zawsze wpisuje się cierpienie. Wiem, że może to co piszę jest proste i logiczne. Jednak czasami o tym zapominamy. Dobrze, że są dobre książki i filmy, które nam o tym przypominają. Gorzej, kiedy przypomina nam o tym życie...

Koniec smucenia!!! Na deser ciastka włoskie ( sądząc po składzie), zapożyczone od Liski. Robiłam je wprawdzie już dawno, ale jakoś nie mogłam ich opublikować. Ciastka są wegańskie i na oleju, czyli unikamy niezdrowych tłuszczów utwardzonych.

Świetne do zielonej herbaty. Żeby sobie przegryźć, gdy jest smutno!


Składniki (na ok.30-40 ciastek):
  • 300 g mąki pszennej
  • 120 g oliwy z oliwek ( ok. 0,5 szklanki; ja użyłam oleju z pestek winogron)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 50 g orzechów laskowych ( zmielić)
  • 1 płaska łyżeczka mielonego anyżu
  • 4 łyżki amaretto
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 100 g cukru pudru

Wszystkie składniki ugnieść w misce. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego i lekko je spłaszczać, układać na naoliwionej lub wyłożonej papierem do pieczenia formie. Piec w temperaturze 180 st.C przez 15 -20 minut, do czasu aż się ładnie zarumienią. Po wystudzeniu ściągnąć z formy i włożyć do szczelnego opakowania ( słoika lub puszki ).


Smacznego!!!

Soundtrack: "The Sounds Of The Smiths" z naciskiem na "How Soon Is Now".


9 komentarzy:

  1. A, to są bardzo dobre ciastka, orzechy i oliwa w cieście polepszają humor jako mało co

    OdpowiedzUsuń
  2. pyszniutkie te ciasteczka! chętnie bym spróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale bym sobie pochrupala tych pysznosci:)

    OdpowiedzUsuń
  4. chrup, chrup. weź mnie schrup! - woła każde ciasteczko ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Schwycę sobie jedno i chyba udam się jutro do kina...;)

    OdpowiedzUsuń
  6. polecam! Poza tym wydają się dosyć zdrowe - olej, orzechy...


    I film tez polecam i płytę the smiths też!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja zaluje , ze sie wtedy na nie nie zalapalam. kojarzy mi sie ten zestaw z takimi greckimi ciastkami z oliwą i orzechami właśnie.

    zapisuje w kolejce, bo narazie jaram sie pożyczonymi kokilkami :* i na dniach creme brulee!

    OdpowiedzUsuń