środa, 30 kwietnia 2014

Tofu z rzodkiewką i innymi warzywami po chińsku

Nie jestem fanką kuchni chińskiej. Muszę przyznać się od razu, żeby nie robić z siebie ekspertki, którą nie jestem. Umiem przyrządzić kilka potraw, ale nie sięgam po nie częściej niż raz do roku. Zdecydowanie lepiej odnajduję się w kuchni indyjskiej, afrykańskiej i wszelkich europejskich. Czasami jadałam tofu z warzywami po chińsku na mieście. Zwłaszcza kilka lat temu, gdy nie było za bardzo żadnej alternatywy. Nigdy nie byłam entuzjastką tego jedzenia, ale mój ówczesny chłopak owszem, toteż bywaliśmy tu i tam. Obecnie nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłam na jakimś "tofu w 5 smakach" poza domem. 
Na szczęście pojawiło się w Poznaniu kilka miejsc, gdzie serwują tak pyszne wegańskie jedzenie, że zupełnie nie mam potrzeby ratowania się jedzeniem w knajpach z kuchnią chińską. 

Dlaczego w takim razie zdecydowałam się podzielić się z Wami przepisem na coś za czym sama nie przepadam? Otóż po pierwsze jest to "rewitalizacja" postu, który pojawił się na blogu ponad 4 lata tamu. Po drugie to jedzenie jest smaczne i wiele osób bardzo je ceni i choćby z myślą o nich. Poza tym wpadlibyście na pomysł, żeby zrobić tofu z w pięciu smakach" z rzodkiewką?
Chciałam zrobić nowe zdjęcia, bo te które były raczej nie zachęcały do spróbowania, a warto. Zwłaszcza z makaronem ryżowym lub sojowym.

Co do warzyw do możecie dodawać takie, jakie chcecie i lubicie. Prawie każde się nada. W zależności od sezonu i dostępności. Ważne jest to, że warzywa powinny być al dente, więc gdy decydujecie się na te, które gotują się szybko, musicie skrócić czas duszenia. Tylko tyle.




Składniki:

  • 1/2 średniej cukinii (ok.200-250 g), pokrojonej w półksiężyce 
  • 1 średnia marchewka ( ok. 180-200 g), pokrojonej w półksiężyce 
  • 10-15 cm pora ( ok. 100-120 g), pokrojonego w krążki
  • pęczek rzodkiewek (ok.250-300 g)  pokrojonych w ćwiartki lub ósemki ( w zależności od wielkości)
  • 300 g tofu, pokrojone w kosteczkę ( 1 cm)
  • olej do smażenia 
Sos:
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka mąki ryżowej lub ziemniaczanej
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 1-1,5 łyżeczki przyprawy 5 smaków ( szukajcie mieszanek przypraw w sklepach ze zdrową żywności, które nie zawierają glutaminianu sodu)
  • 0,5 szklanki wody
Wszystkie składniki sosu mieszamy w zamkniętym słoiku lub shakerze. Odstawiamy.

Tofu smażymy na głębokim oleju do czasu aż się przyrumieni. Lekko je solimy i pieprzymy. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Na dużej patelni rozgrzewamy 3 łyżki oleju, wrzucamy pora i smażymy do czasu aż się zeszkli. Następnie wrzucamy marchewkę i rzodkiewkę, a po 3 minutach dodajemy cukinię. Smażymy razem ok.10 minut. Dodajemy podsmażone tofu. Następnie warzywa z tofu zalewamy przygotowanym sosem. Dusimy wszystko razem przez kolejne 10 minut. Podajemy z ryżem lub makaronem "sojowym".

Smacznego!!





7 komentarzy:

  1. ej to jakaś Poznańska fobia - w ostatni weekend słyszałam to chyba z 15 razy ;) ale czy Poznań ma być Berlinem? chyba jest fajny taki jaki jest (co w żadnym wypadku nie znaczy że nie może być jeszcze fajniejszy):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny przepis! Lubię takie smaki, w sumie wszystkie składniki raczej w domu - wpróbuje:)

    A co do wegańskiego jedzenia w Polsce - we Świdnicy (małe miasto na drodze Wałbrzych-Wrocław) ma zostać otwarty, pierwszy w Polsce, lokal sieciówki Loving Hut (http://www.lovinghut.co.uk/) - zatem wszystko zmierza w dobrą stronę:D. Całe szczęście mój chłopak oryginalnie z tamtych stron - będziemy częściej odwiedzać jego rodzinę hehe. Również nie jestem entuzjastką jedzenia na mieście (drogo i jednak niezbyt pewnie, zgadzam się), ale takie miejsca jak najbardziej powinny powstawać - coby mięsożercy przestali tak tłumne do maka cz kejefa łazić.

    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  3. tofu w takiej wersji brzmi bardzo smacznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Olga: oj tam, oj tam, zaraz fobia ;P...! ale nie ukrywam, że chodzi mi po głowie wyniesienie się do Berlina... Ale to po studiach, czyli jeszcze sporo czasu Tyle, że musiałabym się chyba za niemiecki wziąć, bo od LO nie mam z nim kontaktu:P

    OdpowiedzUsuń
  5. no i dobrze,że poznań to nie berlin!

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja czasem tego żałuję, szczególnie jak mam ochotę wyjść do knajpy na jedzenie i wybór żaden... :( Ale zgadzam się z tym, że Poznań ma też swoje plusy :P

    OdpowiedzUsuń