środa, 15 września 2010

PYSZNE CIASTO CUKINIOWO-BANANOWE Z CZEKOLADOWYM GROSZKAMI.

Zauważyłam, że totalnie zaniedbałam soundtracki towarzyszące mi przy gotowaniu lub pieczeniu, a niemal zawsze gotuję przy muzyce. Od tego posta planuję wnieść poprawę. Ostatnio np. katuję w kółko 14 minutową epkę szwedzkiego zespołu Abductee S.D., którą nabyłam na zeszłotygodniowym rozbratowym koncercie. Kupiłam ją w ciemno, kiedy odkryłam, że zespół utworzony jest przez same ( w sumie 3) dziewczyny i jestem zachwycona. Tak się składa, że na tzw. scenie hc/punk przeważają mężczyźni, dlatego każda kobieca kapela cieszy mnie bardzo. Sama czuję się trochę niespełniona w tej kwestii, ponieważ bardzo chciałabym grać w jakimś zespole i tym bardziej szczerze kibicuję wszystkim dziewczynom, które chcą powiedzieć coś przez muzykę.
Ostatnio rozkminiałam sobie jak to właściwie ze mną jest. Czy to kim jestem wynika z tego, że słucham punka, czy słucham tej muzyki, bo jest ona najbliższa moim poglądom, ideałom i podejściu do życia. Pewnie trochę jedno i drugie. Być może jest to rodzaj symbiozy, czyli sama natura. ;) Pewnie początkowo to hc/punk kształtował mnie, obecnie sytuacja się odwraca. Choć dla mnie hc/punk nie ogranicza się absolutnie tylko do muzyki. Dla mnie jest to coś na kształt stylu życia ściele, związanego z takimi ideałami jak weganizm, ekologia, anarchizm, feminizm, skłoting, pomoc wzajemna i szeroko pojęty D.I.Y, który jest mocno zakorzeniony w tej (sub)kulturze. Koncerty to dla mnie okazja  posłuchania muzyki na żywo, ale przede wszystkim możliwość wsłuchania się w jej przekaz, możliwość spotkania i porozmawiania z ludźmi, którzy myślą podobnie jak ja. Wymiana zdań, dyskusja i zwyczajne spotkanie z przyjaciółmi i znajomymi, których krąg z każdym koncertem się powiększa. Mi osobiście daje to ogromną energię, poczucie jedności i tego, że może nie jestem taka dziwna, jak to niektórzy ludzie próbują mi wmówić i że po świecie chodzą ludzie, którzy mają podobne poglądy, poszanowanie dla siebie i innych istot żywych.




Oto kolejny przepis, który musiał dojrzeć gdzieś pomiędzy zakładkami mojej przeglądarki internetowej, abym wreszcie zmobilizowała się, aby go zrealizować. Czy może być lepszy czas, aby piec cukiniowe ciasto, niż obfitująca w to pyszne warzywo jesień? Chyba nie, więc wczoraj przyniosłam ze sobą do domu całkiem sporą cukinię. I nikt się nie spodziewał, że wyląduje on właśnie w cieście. Przepis pochodzi The Post Punk Kitchen. Zredukowałam cukier, gdyż nauczona doświadczeniem, wiem, że w przepisach amerykańskich jest go na ogół za dużo.
Ciasto jest rodzajem słodkiego chlebka, czyli niby nic nowego, bo te z dodatkiem samego banana są bardzo popularne, jednak dzięki dodaniu cukinii jest on delikatniejszy od tych czysto bananowych, a co najmniej równie smaczny. Nadaje się do popołudniowej kawy, ale również na pierwsze lub drugie śniadanie. Można polać go oczywiście dodatkową czekoladą, ale jak dla mnie jest wystarczająco słodki i nie radzę doładowywać go dodatkowym cukrem.  

Rozpisałam się, a tym czasem przepis na ciasto czeka!





Składniki:
  • 2,5 szklanki startej na małych oczkach cukinii ( wraz z sokiem, który puści. Jeżeli skórka cukinii jest miękka to nie warto jej obierać, tylko zetrzeć wraz z nią)
  • 2 zmiażdżone blenderem banany
  • 1 szklanka oleju rzepakowego
  • 1,5 szklanki mąki pszennej białej
  • 1,5 szklanki mąki pszennej razowej 
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego z prawdziwą wanilią
  • 1 szklanka wiórków kokosowych
  • 1 szklanka wegańskich groszków czekoladowych lub szklanka posiekanej gorzkiej czekolady
W średniej wielkości misce mieszamy ze sobą cukinię, olej, wanilię i banany. Warto połączyć składniki przy użyciu blendera, bo powstanie płynna, dość jednolita masa. W dużej misce łączymy pozostałe składniki z wyjątkiem czekolady. Zawartość mniejszej miski z cukiniowym płynem wlewamy do suchych składników i dokładnie mieszamy trzepaczką lub mikserem. Na koniec wsypujemy czekoladę i delikatnie mieszamy, najlepiej drewnianą łyżką. Ciasto wlewamy do wysmarowanej oliwą tortownicy i pieczemy w 180 st.C przez około godzinę, do czasu, aż wetknięty w ciasto patyczek będzie suchy. Gotowe!




Smacznego!

Soundtrack: Abductee S.D. - "Won't stand down"

6 komentarzy:

  1. Wygląda ciekawie :) Muszę spróbować zrobić!

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie to taki słodki chlebek! Dobry przepis, szczególnie, gdy mamy nadmiar cukinii do spożytkowania.


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. cukiniowe zawsze mnie ciekawiło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pyszne ciacho:) chetnie bym zjadla sobie ten kawaleczek,jesli mozna? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aga, jeśli jesteś fanką ciast na warzywach ( marchewkowe, dyniowe itp.)to i to Ci zasmakuje! Mój chłopak zabrał je wczoraj do pracy i podobno rozeszło się w mig :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciasto wygląda fantastycznie, fajny przepis, pozdrawiam :)
    www.mojeciacho.blox.pl

    OdpowiedzUsuń