niedziela, 1 sierpnia 2010

Ostatni post i miesiąc odpoczynku od wirtualnego świata :)

Dzielenie się swoimi i nieswoimi wegańskimi przepisami na tym blogu jest dla mnie ogromną przyjemnością. W końcu jedzenie ma znaczenie, a jedzenie wolne od okrucieństwa jest wspaniałe. Na szczęście jednak w moim życiu chodzi o coś więcej niż gotowanie i pałaszowanie. Uwielbiam być aktywna i robić wiele, często różnych rzeczy. W tym wszystkim jednak chodzi o to samo. O to, aby coś zmienić. Teraz wybiorę się w podróż i zobaczę troszkę innego świata, mam nadzieję, że spotkam ciekawych ludzi i wypróbuję smacznych potraw. Po powrocie planuję się trochę ogarnąć, przemyśleć co dalej, co muszę i co dam radę zrobić w ciągu najbliższych miesięcy i podjąć jakieś działania. Wiem, że to co piszę wydaje się nieco enigmatycznie, ale nie jest to tak górnolotne, jak być może brzmi. Do prowadzenia bloga powrócę od września, a tym czasem życzę wszystkim słonecznego i udanego sierpnia i wrzucam kilka ostatnich przepisów z dnia dzisiejszego.


Jest to pożegnanie w wielkim stylu. Ponieważ pewne Maleństwo ( synek mojej siostry) skończyło dziś roczek. Dla niego( a właściwie bardziej dla jego gości) przygotowałyśmy z Mamą Maleństwa kilka smakołyków. Wszystkie wegańskie, o czym wiedzieli tylko moi rodzice i siostry:). Mam nadzieję, że wszystkim niedowiarkom udowodniam tym postem, że my weganie naprawdę mamy się dobrze :)
Przygotowane smakołyki miały cieszyć zarówno oczy, jak i podniebienie, miały nadawać się dla Maleństwa ( rogaliki) i cieszyć 4-letnią Juliannę ( pszczółki). Ponadto nie chciałam szokować tradycjonalistek ( babć obecnych na urodzinach). Mam nadzieję, że się udało!


3... 2... 1... start!!!


Tort waniliowy z pszczółkami



Biszkopt czekoladowy:
  • 4 szklanki mleka roślinnego
  • 4 łyżka octu
  • 2 szklanka cukru trzcinowego
  • 1 szklanki oleju rzepakowego
  • 4 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 4 szklanki mąki
  • 1 szklanka kakao
  • 3 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
W jednej misce mieszamy mokre składniki, a w drugiej suche. Następnie stopniowo po łyżce wrzucamy suche do mokrych i mieszamy trzepaczką lub mikserem. Napowietrzamy ciasto mieszając je w różne strony dość energicznie :). Wychodzi rzadkie, ale bez stresu uda się i tak. Przelewamy je do formy tortowej i pieczemy w 180 st.C przez ok 40 min.

Krem:
  • 3 paczki budyniu waniliowego
  • 3 szklanki mleka roślinnego
  • 8 łyżek brązowego cukru
  • szklanka cukru pudru
  • kostka margaryny wegańskiej
2 szklanki mleka doprowadzamy do wrzenia. W trzeciej szklance mieszamy pozostałe mleko z 3 paczkami budyniu wraz z cukrem trzcinowym. Do wrzącego mleka wlewamy rozprowadzony w budyń. Generalnie postępujemy tak jak przy gotowaniu każdego innego budyniu, z tym że ten który otrzymamy będzie gęstszy od przeciętnego. Budyń musi całkowicie wystygnąć.
Margarynę ucieramy z cukrem pudrem przez kilka minut, następnie po trochu dodajemy budyń cały czas ucierając. Krem powinien być gładki, bardzo przypominający ten karpatkowy.


Ciasto dzielimy na 3 płaty. Każdy płat zwilżamy czarną herbatą z cytryną. Pierwszy płat smarujemy dżemem borówkowym i częścią kremu. Przykrywamy kolejnym płatem. Smarujemy go kremem i pokrywamy ostatnią częścią ciasta. Pozostałym kremem smarujemy całą powierzchnię tortu.


Zdobimy wg uznania. Proponuję udać się do dobrej hurtowni cukierniczej lub jakiegoś dobrze zaopatrzonego sklepu. Pszczółki zrobiłam z masy marcepanowej, żółtego barwnika spożywczego, rozpuszczonej czekolady i płatków migdałowych. Podpatrzyłam je u Nigelli Lawson.




Tarteletki z owocami ( ok.14 sztuk)
  • 1/2 kostki wegańskiej margaryny
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • 1/2 szklanki kaszy mannej
  • 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia.
Z podanych składników ugnieć ciasto. Odłóż je do lodówki. Moje leżało w niej przez dobę. Rozwałkuj ciasto i wyłóż nim foremki do tarteletek albo do muffinków. Piecz w 180 st. przez 10-15 minut.
Wystudzone wypełnij owocami: malinami i borówkami amerykańskimi. Pokryj warstwą galaretki. Używam wegańskich przywiezionych z Wielkiej Brytanii, ale można zrobić agarowe na soku z malin. Tarteletki przyozdobiłam odrobiną kremu przygotowanego do tortu.

Rogaliki z malinami i borówkami amerykańskimi (24 małe lub 12 większych rogalików)

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mleka sojowego waniliowego
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/4 szklanki oleju
  • 40 g świeżych drożdży
  • owoce: maliny, borówki amerykańskie
Drożdże rozdrabniamy z cukrem i zalewamy ciepłym mlekiem sojowym. Zaczyn odstawiamy na 30 minut. Następnie dodajemy olej i mąkę i znów odstawiamy na przynajmniej godzinę. Ciasto dzielimy na 2 części, każdą rozwałkowujemy i wycinamy po 12 trójkątów. Nadziewamy je borówkami i malinami i zwijamy w małe rogaliki. Pieczemy w 180 st. C przez 10-15 minut.


Pralinki

Takie jak tutaj :), ale tym razem zmieliłyśmy migdały i dosypałyśmy je do masy w takiej formie oraz użyłyśmy aromatu rumowego, a nie waniliowego jak poprzednim razem.



13 komentarzy:

  1. O tak...weganie zdecydowanie mają dobrze ;)
    Trzymam kciuki za wszystkie plany i czekam na powrót :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ;DD ale fajnie, że znalazłam Twojego bloga;) ja mam uczulenie na krowie mleko, wiec słodkości robię przede wszystkim dla rodziny, teraz będę mogła znaleźć też coś dla siebie;D

    pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. te pszczółki wyglądają świetnie! rozbrajające :)

    OdpowiedzUsuń
  4. po pierwsze, to niezbyt Ci pomogłam
    po drugie, wykonałaś kawał dobrej roboty i wszystko było pyszne!
    po trzecie, nie wszyscy goście zdawali sobie sprawę z tego, że pyszności na stole są wegańskie ;)

    jeszcze raz dzięki!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale pysznosci! a pszczolki wygladaja swietnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. zachwycam się tymi pszczółkami
    i wszystkimi innymi słodkościami

    OdpowiedzUsuń
  7. Mega pięknie wszystko wyglądam, widać pracę, zdolności i dużo uczucia w tych wszystkich wypiekach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. udanego aktywnego wypoczynku! wszystkie te słodkości wyglądają bajecznie; tort widziałam również u Nigelli, mnie także zachwycił, a masa marcepanowa daje dużo możliwości, jednak smakowo wypada fatalnie! w konsumpcji można ją pominąć oczywiście, a trud jej 'opracowania' wynagrodzi bezcenny uśmiech dziecka :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam dobrą wiadomość - lubię cię!:) Z tej okazji dostajesz blogową nagrodę i łańcuszek. Po Odbiór zapraszam http://ciekawesniadanie.blogspot.com/2010/09/co-lubie.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam problem z weganskim ciastem na tort,probowałam zrobic 2 razy według podanych przez ciebie proporcji, ciasto zawsze peka i nie rośnie jak trzeba, nie jest też zbyt pulchne, ale raczej sztywne. Twoje torty sa taki eimponujące, co robię źle? Dzięki za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  11. Powyższy przepis jest modyfikacją przepisu z puszki. Ciasto pęka, ale przecież wierzch i tak się ścina, bo tort musi być płaski.
    Samo ciasto rzeczywiście jest dosyć ciężkie, więc ja sama już z tego przepisu raczej nie korzystam i jak robię czekoladowe ciasto do tortu raczej wykorzystuję ten oto przepis http://mniammniamvege.blogspot.com/2011/05/potrojnie-czekoladowy-tort-z-malinami.html , bo ciasto jest delikatniejsze.

    A co do reszty? Ja w pieczenie tortów wkładam bardzo dużo serca i cierpliwości. Ja nie piekę z przypadku. Prawie zawsze piekę dla kogoś bardzo dla mnie ważnego, dlatego też się mocniej staram.
    Ale uwierz, że i mi kiedyś nie wychodziło to tak jak teraz. Praktyka, praktyka!

    OdpowiedzUsuń
  12. Faktycznie, aż dwa razy mniej mąki.Twoje ciasta fajnie rosną, u mnie z tym jest główny problem. Ale może faktycznie trening czyni mistrza:)

    OdpowiedzUsuń