piątek, 30 lipca 2010

Socca z tofu i grzybami

Jestem w rodzinnym domu i spędzam czas z siostrami, mamą, tatą i babcią, która wczoraj nas odwiedziła. Dokładnie za tydzień ruszam w dwutygodniową wycieczkę po kilku europejskich krajach. Nie mogę się doczekać, ponieważ dawno nice miałam "normalnych" wakacji i przede wszystkim dawno nie byłam w żadnym nowym dla siebie miejscu. Cieszę się również dlatego, że taka podróż może być dla mnie odkryciem nowych wspaniałych potraw... Powolutku kompletuję bibeloty, które będą mi na wyjeździe potrzebne. Spisuję w notesie najważniejsze rzeczy, które muszę zabrać ( jestem jednak bardzo praktyczna i zoorganizowana :P) i staram się być rozsądna w tym pakowaniu, żeby nie okazało się po powrocie, że połowy nawet na chwilę nie wyciągnęłam z plecaka... Jako weganka muszę też pomyśleć o jakimś jedzeniu, żeby mieć co do buzi włożyć w chwilach kryzysu ;)

Na obiad, kiedy reszta rodziny jadła jajka, ja pałaszowałam takiego oto smakowitego omlecika przygotowanego na bazie przepisu z wspominanych już na moim blogu "Przemytników". W sezonie grzyby suszone zastępujemy świeżymi. Kompozycja ziół też może być dowolna w zależności od gustu. Ja dałam tymianek, ponieważ uwielbiam go w połączeniu z grzybami. Omlet jest sycący i świetnie sprawdzi się w roku akademickim, kiedy na przygotowanie posiłku będę miała pięć minut.


Składniki:
  • 50 g tofu naturalnego
  • garść suszonych grzybów
  • 3-4 łyżki oliwy z oliwek
  • 1/4 szklanki maki z ciecierzycy
  • ok. 1/4 szklanki wody
  • szczypta sody oczyszczonej
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 łyżeczka świeżego tymianku
  • natka pietruszki i łyżka świeżo zmielonego siemienia lnianego
Grzyby namoczyć w gorącej wodzie. Tofu i odsączone grzyby kroimy w drobną kosteczkę i podsmażamy na oliwie. Mąkę z ciecierzycy miksujemy z wodą tak, aby uzyskać konsystencję ciasta naleśnikowego. Dodajemy sól i szczyptę sody, odrobinę pieprzu i listki tymianku. Gdy tofu u grzyby będą rumiane, zalewamy je ciastem. Gdy omlet się zetnie przewracamy go na drugą stronę ( nie było to takie proste ;)) i podlewamy łyżką oliwy. Smażymy na złoty kolor. Podajmy posypane natkę i siemieniem lnianym. Pychotka!


Smacznego!

8 komentarzy:

  1. Cieszę się, że się książka przydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jadłam ten omlet razu pewnego na śniadanie i baaardzo mi posmakował. A wycieczki zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  3. W tej książce jest dużo ciekawych przepisów. :)

    Co do wycieczki to chce wykorzystać czas studiów i zwiedzać świat po swojemu!

    OdpowiedzUsuń
  4. No to czekam z niecierpliwością na relację z wakacji - i na kolejne ciekawe kulinarne połączenia - omlet mnie zaskoczył, ale wydaje się być pyszny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. zazdroszczę Ci tych europejskich krajów. i smaków, które poznasz.

    OdpowiedzUsuń
  6. i ja mega zazdroszcze. dopiero co wrocilismy, a juz mnie niesie dalej. chyba jeszcze we wrzesniu trzeba sie gdzies wybrac. a w Barcelonie ponoc tofu chodzi po eurasa za ogromna kostke, zazdroszcze zazdroszcze.

    w ogole - paradoks , bo nigdy w zyciu nie jadlam omletu . jakos w domu nie bylo zwyczaju, a pierwszy raz zjadlam cos takiego wlasnie juz w wersji weganskiej. i kocham!

    OdpowiedzUsuń
  7. ciągle poszukuję omletu idealnego :) do tej pory moim faworytem był omlet z vegan brunch (chyba nie zamieszczałam przepisu ale to uzupełnię) ale może ten go zdetronizuje:)

    OdpowiedzUsuń