niedziela, 14 marca 2010

RACUSZKI


Widok za oknem odzwierciedla mój ponury nastrój doskonale. Prawie cały dzień na przemian pada śnieg lub śnieg z deszczem. Jest pochmurno, co chwilę słychać sygnały karetek lub radiowozów policyjnych, co jeszcze bardziej napełnia mnie niepokojem. W dodatku jestem sama w mieszkaniu. Mam ochotę zaszyć się w łóżku i przespać marzec, ale niestety tkwię przy biurku przyswajając wiedzę, która nie za bardzo chce wejść do głowy. Mam za sobą średni tydzień, wiele niemiłych sytuacji i jedyne, co cieszy to fakt, że jutrzejszy dzień może przynieść odmianę. Żeby troszkę uspokoić myśli, postanowiłam wrócić do smaku z dzieciństwa. Racuchów drożdżowych. Myślałam, że może to postawi mnie na nogi i wniesie trochę optymizmu w ten smutny dzień. Niestety nie. Kiedy jest mi źle, samo gotowanie przynosi swego rodzaju ulgę, ale samo jedzenie nie wynagrodzi mi braku koło mnie osób, których w tej chwili potrzebuję, żeby mogły podnieść mnie na duchu. Ech...


A gazelle'a stoi pod ścianą i czeka na cieplejsze dni, żeby znów ze mną przemierzać miasto :)


Składniki :
  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 40 g świeżych drożdży
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1/8 szklanki cukru
  • 1/8 szklanki oleju
  • olej do smażenia
Drożdże rozkruszyć w misce. Mleko z cukrem podgrzać, żeby było ciepłe i połowę wlać do drożdży razem z łyżką mąki. Pozostałe mleko wymieszać z olejem, a drożdże na 15 minut w ciepłe miejsce ( przykryte ściereczką), aby zaczęły pracować. Po tym czasie wlać mleko z olejem i dodać mąkę, wymieszać i odstawić na min, 40 minut pod ściereczką w ciepłe miejsce. Na patelni rozgrzać olej. Zmniejszyć gaz do minimum. Łyżką nakładać małe porcje ciasta i powoli smażyć z obu stron na złoty kolor. Podawać z cukrem pudrem lub dżemem, zaraz po usmażeniu.


Smacznego!


Może chociaż komuś poprawią humor ?

soundtrack: rage against the machine - " the battle of los angeles"

6 komentarzy:

  1. No hej!

    Ladnie racuszki wyszły. Też bym zjadła...
    a dzień faktycznie ponury strasznie, a jutro cały dzień na uczelni ze studentami :(
    Próbowałam się do Ciebie dodzwonić, ale podobno masz rozwalony tel?

    OdpowiedzUsuń
  2. no niestety, co mnie chyba jeszcze bardziej dobija... Jestem odcięta od świata :'(

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, ale jak wychodzisz z domu na spotkanie, umówiona osoba nie może się zjawić, a Ty marzniesz na śniegu i deszczu i w końcu po pół godzinie wracasz przemarznięta i zmoknięta do chaty to trochę żal. Więc net to kiepski środek komunikacji wbrew pozorom:(

    OdpowiedzUsuń
  4. czasem kiepski, a czasem niezły

    OdpowiedzUsuń
  5. a tak w ogóle, po smażeniu zostało mi troszkę ciasta, które zagęściłam i zrobiłam z niego rogaliki nadziewane kremem czekoladowym z ciecierzycy przygotowanym w domu przez Agatę :)

    OdpowiedzUsuń