poniedziałek, 8 lutego 2010

Trochę zimy, trochę wiosny, trochę filozofii, a jutro znów będę gotować :)

Ostatnie tygodnie dały mi mocno w kość. Jestem naprawdę zmęczona i potrzebuję kilku dni odpoczynku. Marzyłam o tym, żeby owinąć się kocem i zatopić się w lekturze jakiejś mądrej i dobrej książki, która napisana jest takim językiem i opowiada takie historie, że nie można się oderwać. A każde słowo chłonie się jak gąbka wodę. Dziś wreszcie po długiej przerwie pozwoliłam sobie na taką chwilę relaksu. Pozbierałam podręczniki porozrzucane po całym mieszkaniu i z kubkiem zielonej herbaty czytałam, czytałam i czytałam. Przydałoby się jeszcze jakieś ciasto..., ale spokojnie, dziś się z tym wstrzymam,bo to mógłby być zbyt duży szok dla mojego umysłu, gdyby okazało się, że mogę robić to na co mam ochotę, a nie to co powinnam... Swoją drogą zbyt długotrwałe podporządkowywanie się jakimś narzuconym czynnościom może nieźle namącić w naszej głowie i sprawić, że zaczniemy wariować. Spełnianie swoich wewnętrznych potrzeb nie jest jakimś egoistycznym posunięciem, ale dbałością o zdrowie psychiczne i fizyczne.
Trzeba odnaleźć równowagę, jak we wszystkim zresztą, aby w życiu codziennym nawet jeśli ogranicza nas szkoła czy praca, umieć zrobić coś dla siebie. Oj zaczynam filozofować, ale to przez to, że chcę tu zacytować fragment pewnej książeczki jaką dostałam od Mamy dwa lata temu. Książka mądra i ciekawa, o ile ktoś nie czuje ogromnej niechęci do Kubusia Puchatka. To są właściwie dwie książki " Tao Kubusia Puchatka" oraz "Te Prosiaczka", autorstwa Banjamina Hoffa. czyli taoistyczna filozofia wytłumaczona na przykładzie bohaterów "Kubusia Puchatka" oraz ich przygód. Oto kilka fragmentów :


"Odziedziczone przez nas iluzje strachu powodują, iż wierzymy w konieczność obrony przed światem przyrody, w lepsze życie dzięki ciężkiemu przemysłowi i tak dalej. W rzeczywistości świat przyrody potrzebuje obrony przed nami. Musimy zacząć uznawać, szanować i rozumieć jago mądrość, a nie tylko spoglądać nań przez zniekształcone szkiełko naszych wyobrażeń o nim." " Problemy współczesnego człowieka, jego niebezpieczne poglądy, poczucie samotności, pustki duchowej i własnej niemocy są wynikiem iluzji na temat świata przyrody i oderwania od niego."

To są tylko dwa króciutkie fragmenty, ale te niepozorne książeczki są bogate w wiele przemyśleń, które są nam bliskie, a o których chyba czasami zapominamy. Pomimo, że powstały prawie 30 lat temu nie tracą na aktualności, choć trochę frustrujące jest to, że świat Zachodu wciąż boryka się z tymi samymi problemami i nie może ich rozwiązać.


Powoli zaczynam myśleć o wiośnie, chcę posadzić cebulki, żeby mieć świeży szczypiorek, posiać rzeżuszkę. Rozglądam się za krokusami, żonkilami czy hiacyntami, żeby nadać koloru szarości za oknem. Swoją drogą, moje obawy budzi chwila, kiedy te góry śniegu zaczną się topić... Ale sama myśl, że w końcu zrobi się cieplej, jaśniej, milej i po prostu zielono, sprawia, że powraca do mnie energia.:)


AAA! I odsyłam do IloveTofu. Ważne, ciekawe. Sami się zapoznajcie!



Od jutra zacznę gotować, ale teraz jeszcze wrócę do lektury:)

1 komentarz:

  1. Słońce, świeży szczypiorek i rzeżucha...mm... Jak skończy się ta okropna zima, chyba odprawię taniec dziękczynny.
    Polecam książki Susan Sontag, moje tegoroczne odkrycie.

    Aneta

    OdpowiedzUsuń