wtorek, 24 listopada 2009

A może budyń... ?

Jesiennie się dziś za oknem zrobiło i jakoś tak nie za bardzo mam na cokolwiek ochotę. Tak właściwie najchętniej bym się zdrzemnęła, ale muszę posiedzieć nad książkami. Obiadu też mi się nie chciało robić, ale na szczęście pozostały nie byle jakie resztki z wczoraj - wegańska wersja spaghetti po bolońsku z brokułami. Jednak kiedy zobaczyłam jego ilość w garnku stało się jasne, że nie najemy się za bardzo. Na ratunek przyszedł budyniowo-owocowy deser, którego zadaniem było dopchać pustawe żołądki :) Jak się okazało świetnie poprawia nastrój i jest źródłem energii do dalszego działania. Owoce dają nam niezbędną o tej porze roku witaminę C, wzmacnia naszą odporność przed przeziębieniem. A może budyń...?
Wyrównaj z obu stron
Składniki (na 3 duże porcje):
  • 2,5 szklanki mleka sojowego naturalnego
  • 1 solidna łyżeczka gorzkiego kakao
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • aromat waniliowy
  • cynamon
  • 1 kaki
  • 2 kiwi
  • 1 granat

Kaki i kiwi myjemy, obieramy i kroimy w drobną kostkę. Granat dzielimy na ćwiartki i wyciągamy ziarenka. 1,5 szklanki mleka wlewamy do rondelka i wstawiamy na mały ogień. W misce przy pomocy trzepaczki mieszamy ze sobą pozostałe mleko, kropelkę aromatu waniliowego, szczyptę cynamonu, cukier, kakao i mąkę ziemniaczaną. Kiedy mleko w rondelku zacznie wrzeć, wlewamy do niego zawartość miseczki. Chwilę mieszamy, aż budyniowa masa zgęstnieje. Do trzech wysokich szklanek wrzucamy po równo kaki, nakładamy budyń, następnie warstwę kiwi, znów budyń i na końcu granat. Łyżeczki w dłonie i zajadamy! mniam mniam!




soundtrack : the smiths - hatful of hollow ;)

niedziela, 22 listopada 2009

Pieprzowa zupa indyjska

O tym, jak bardzo lubię kokos pisałam już kiedyś na blogu. Generalnie wszystkie produkty "kokosopochodne" takie, jak płatki kokosowe, mleko kokosowe,  śmietanka kokosowa, olej kokosowy i syrop kokosowy do deserów i kawy są mi bardzo bliskie. Kokos w wypiekach i deserach oraz kokos w daniach pikantnych. Jest to owoc bardzo elastyczny, sprawdzający się w daniach słodkich i słonych.
Ja na bazie mleka kokosowego robię zupy, piekę muffiny, naleśniki, ciasta i ciasteczka. Panieruję kotlety w kokosie, używam jako składnik bakalii w deserach itp.itd.


Tytułowa zupa jest bardzo pożywna, wysokobiałkowa, tłusta ze względu na mleko kokosowe. Świetnie rozgrzewa w chłodne, jesienne popołudnia, kiedy wymarznięta po zajęciach przyjeżdżam moją gazelle'ą do domu.


Składniki:
  • 1 cebula białą bądź czerwona
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 kubek pomarańczowej soczewicy
  • litr bulionu warzywnego
  • 3 łyżki oleju
  • 2 łyżeczki curry w proszku
  • 1 liść laurowy
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku lub kawałek startego lub posiekanego korzenia imbiru
  • 10 ziaren pieprzu, najlepiej  kolorowego
  • 1 puszka mleka kokosowego
  • sól, pieprz do smaku
  • ew. sok z limonki do smaku, kolendra lub natka pietruszki do posypania
Przygotuj bulion. Pokrój w kostkę cebulę, posiekaj czosnek - zarumień na oliwie. Dodaj curry, liść laurowy, imbir, soczewicę. Przemieszaj drewnianą łyżką. Zmiażdż pieprz i wrzuć do rondla czy garnka, w którym przygotowujesz zupę. Zalej wszystko bulionem i gotuj, aż soczewica stanie się miękka. Dodaj mleko kokosowe,zamieszaj, dopraw do smaku.
Podawaj posypane grubą warstwą posiekanej natki pietruszki lub kolendry lub mieszanką tych ziół.

Uwaga! ponieważ nie zawsze mam w domu warzywa na bulion, zdarza mi się, że zupę robię dodając litr zwykłej gorącej wody, łyżeczki soli morskiej, soli ziołowej i łyżki sosu sojowego. Nie jadam zup przyprawionych kostkami warzywnymi, natomiast jeżeli używam gotowych bulionów to wolę zainwestować w rozmaite eko i bio o pewnym, naturalnym składzie, niż sięgać po te nafaszerowane niepotrzebną, dodatkową chemią.


MUFFINY!!! znowu....

W piątek obiecałam sobie, że będę się pilnie uczyć, bo w sobotę wybierałam się na vegeOn'owa akcję antyfutrzarską odbywającą się w związku ze zbliżającym się Dniem bez futra, który przypada co roku 25. listopada. Swoją drogą zbiega się on ze Światowym Dniem Pluszowego Misia, co uważam za dosyć trafione, bo jak można nosić futro, skoro zwierzaki, z których jest zrobione czują zdecydowanie więcej niż pluszowe misie, które tak kochaliśmy w dzieciństwie. Dlatego kochajmy pluszowe misie, ale przede wszystkim dbajmy o żywe stworzenia i nie wykorzystujmy ich . Każdemu jest najlepiej we własnej skórze. A ja? wolę chodzić naga niż nosić futro!!!
Wracając jednak do piątku, który w całości miał być naukowy, a taki nie był... Jak zwykle, kiedy mam dużo pracy nabieram szczególnej ochoty na gotowanie i pieczenie. I z tej ochoty właśnie zrodziła się idea upieczenia muffinów. W bardzo szybkim tempie na blacie kuchennym studziły się 24 babeczki ....


Muffiny migdałowe

  • 1,5 mąki pszennej
  • 1 szklanka mleka sojowego czekoladowego
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki oleju
  • łyżeczka sody
  • 2 łyzki maki ziemniaczanej
  • kilka kropel aromatu migdałowego
  • garść pokruszonych migdałów
W jednej misce mieszamy suche składniki, za wyjątkiem cukru, a w drugiej misce miksujemy mleko sojowe, cukier i olej.
Do suchych składników wlewamy płynną masę, dodajemy migdały. Mieszamy drewniana łyżką, pamiętając, ze ciasto na muffiny może być grudkowate:)
Pieczemy jakieś 20 minut w temperaturze 180st.C
Ostudzone ciastka polewamy rozpuszczoną w wodnej kąpieli gorzką czekoladą i posypujemy płatkami migdałowymi.





Muffiny czekoladowe

  • 1,5 szklanki mąki pszennej lub razowej lub wymieszanej pół na pół
  • 2,5 łyżeczki kakao
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 szklanka mleka sojowego, najlepiej czekoladowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 0,5 szklanki oleju
Podobnie jak w poprzednim przepisie, w jednej misce mieszaj suche, a w drugiej mokre składniki. Zmieszaj zawartość obu misek razem. Wlej ciasto do foremek na muffiny. Ciasta starczy na około 12 babeczek. Oczywiście opcjonalnie możemy dodać do ciasta bakalie oraz wetrzeć 4 kostki gorzkiej czekolady, aby wzmocnić czekoladowy smak, a ostudzone babeczki polać lukrem, czekoladą, posypać kandyzowaną skórką pomarańczową czy rozdrobnionymi orzechami.

czwartek, 19 listopada 2009

Zielona fasolka mung



Ostatnio do mojego menu usilnie staram się wprowadzać kolor zielony, tak jakbym chciała zastąpić sobie brak zielni za oknem na talerzu. Niestety coraz mniej warzyw smakuje jak warzywo, ratuje się jeszcze kapusta, marchewka, ziemniaki, kalafior, brokuł, buraki. cebula, czosnek, por.. Pozostałe są coraz bardziej wodniste w smaku, coraz mniej zdrowe, coraz droższe etc. Dlatego zieleni poszukuję w zamrażalniku, w roślinach strączkowych i w pesto. I dobrze, i zdrowiej i bardziej twórczo się z tym czuję.
Fasolka mung nie jest może najbardziej popularną rośliną strączkową w naszym kręgu kulturowym. Jest za to niezwykle doceniana w kuchni azjatyckiej. Nie jest też obca żadnemu wegetarianinowi, a już na pewno nie weganinowi, ze względu na wysoką zawartość białka i żelaza. Ja zajadam się fasolką mung pod postacią kiełków, szczególnie świeżych, choć te z puszki też trafiają czasem do moich sałatek, makaronu, który nie wiem dlaczego nazywany jest sojowym (???), ale równie chętnie namaczam ziarna w wodzie, gotuję je i tworzę, testuję, mieszam, próbuję.
Przepis na kotlety jest prosty i szybki. Nie podam dokładnych proporcji, ponieważ tak dokładnie ich nie znam. Z doświadczenia wiem, że najlepiej takie potrawy wychodzą, kiedy robimy je na czuja. Dlatego nie radzę nikomu trzymać się składu jaki podam, ale zmodyfikować go wg potrzeb i gustu.

Składniki :
  • 200 g fasolki mung ( namoczona przez noc) i gotowana przez 45 min
  • 1/2 białej cebuli
  • 5 łyżek płatków owsianych
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy/ sojowej/kukurydzianej
  • 3 łyżki oleju
  • sól
  • pieprz
  • ostra i słodka papryka
  • czosnek granulowany
  • majeranek
Ugotowaną, a nawet lekko rozgotowaną fasolkę, odsączamy z wody, mielimy tłuczkiem lub blenderem, wsypujemy płatki owsiane, poszatkowaną cebulkę, olej i mąkę oraz przyprawy (dużooo majeranku radzę) i patrzymy czy masa jest wystarczająco gęsta, aby powstały z niej nie rozpadające się podczas smażenia kotlety. Jeżeli nie, możemy dosypać jeszcze troszkę mąki, płatków i wlać kilka kropel oleju. Formujemy kotlety i obtaczamy je w tartej bułce. Smażymy na rozgrzanym na patelni oleju po kilka minut z każdej strony, tak aby zarumieniły się pięknie, ale nie spaliły!!

Moje dzisiejsze kotlety trafią do pełnoziarnistych bułek wypełnionych sałatką z sałaty lodowej i pomidorów oraz polanej sosem vinegret. Będą pyszne burgery na obiadokolację. :) mniam mniam!

poniedziałek, 16 listopada 2009

kaszubskie ciasto z dżemem z żurawin




Przepis na to ciasto znalazłam na blogu moich sióstr http://sisters4cooking.blogspot.com/2009/11/ciasto-z-zurawina.html , a pochodzi z kaszubskej książki kucharskiej. Jest bardzo proste, a efekt przerósł moje oczekiwania. Niewegańskie jest w nim jedynie mleko krowie, które z powodzeniem zastąpiłam mlekiem sojowym.
Dżem żurawinowy, którego użyłam pochodził z samego serca Kaszub, bo z Borów Tucholskich...

Składniki :
  • 3 szklanki mleka sojowego/ryżowego
  • 3 szklanki mąki ( ja dałam dwie szklanki mąki pszennej i jedną szklankę razowej)
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • słoik dżemu żurawinowego
  • 2 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki kakao
Suche składniki wsypujemy do dużej miski, mieszamy je drewnianą łyżką. Następnie wlewamy składniki płynne. Łączymy wszystko razem przy pomocy miksera lub zwykłej trzepaczki ( ja zawsze mieszam drewnianą łyżką lub trzepaczką). Ciasto musi mieś jednolitą, gładką konsystencję. Wlewamy je na naoliwioną blachę i pieczemy przez 45 minut w temp. 180st.C.

Wystudzone ciasto polewamy lukrem przygotowanym ze szklanki cukru pudru odrobiny wody oraz soku wyciśniętego z cytryny.

Mniam mniam! :)