To jest mój 250 post. Od tej pory będę je staranniej dobierać, ponieważ do końca pisania zostało 250... Skąd ten pomysł? Otóż, kiedyś zapytano mnie, jak długo zamierzam prowadzić bloga. Jakaś "mądra" głowa odpowiedziałaby pewnie, że tak długo, aż będzie miała coś do przekazania, zaprezentowania etc. Ale nie ja. Po pierwsze myślę, że nigdy nie dojdę do etapu w życiu, w którym będę mogła ogłosić wszem i wobec, że powiedziałam już wszystko, co chciałam i zaprezentowałam wszystkie dania, którymi mogłabym Was poczęstować, że w wystarczającym stopniu wypromowałam weganizm. Dlatego wyznaczyłam sobie okres do 500 postów. Myślę, że oznacza to mniej więcej jeszcze 2-3 lata pisania. Co będzie dalej? Nie wiem. Pewnie przerzucę się na coś innego. Może napiszę książkę? Kto wie, kto wie... A może założę kanał na "jutjubie" i urządzę "gotowanie na ekranie"? Hehe... Raczej wątpliwe.
Dwa lata wydają się być bardzo odległe, ale im jestem starsza, tym bardziej przemawiają do mnie słowa z utworu Life Scars, że czas biegnie, jak pies... Styczeń minął mi, jak z bicza trzasnął. Obowiązków mam coraz więcej, a mi tymczasem marzy się słodkie lenistwo. Wczasy. W Meksyku albo gdziekolwiek, gdzie jest ciepło i taki gad, jak ja mógłby się wygrzewać do woli. Tymczasem przez kraj przechodzi mroźna zima. Na szczęście wraz z mrozem pojawiło się słońce i to napawa mój mroczny umysł nutką optymizmu.
Pomimo, że wisiały nade mną bardzo ważne obowiązki uczelniane, pozwoliłam sobie na weekend zabawy. Trzy dni - trzy koncerty. Choć odchorowywałam ten weekend jeszcze w poniedziałek i wtorek, na szczęście poza chwilowym spadkiem formy nie odnotowałam większych strat.:) Czasami trzeba się wyautować od codzienności, aby nie zwariować. Zrobić sobie kilkudniowe wczasy, pojechać gdzieś, spotkać się z kimś bliskim, ugotować dla siebie i przyjaciół coś specjalnego.
Albo zawinąć się w koc z lekturą i kubkiem herbaty w ręce. Różne mamy potrzeby w różnych momentach życia.. :) Ważne, aby mieć taki wentyl bezpieczeństwa psychicznego, o czym dużo ostatnio uczyłam się w ramach psychiatrii. Dla mnie są to bliscy mi ludzie i cały ten punkrock. Wprowadzam też do swojego życia wysiłek fizyczny - 3 razy po 30 minut w tygodniu, który pozwala mi wyłączyć umysł i choć przez chwilę zapomnieć o tym, co mnie boli.
Minęło już trochę czasu od meksykańskiego lunchu w Meskalinie. Włożyłam w niego naprawdę dużo energii i czasu, a odwiedza nas coraz więcej osób, co wymaga jeszcze większego zaangażowania się... Kolejny lunch 19.02. Tym razem będzie to spotkanie z kaszą. Może brzmi nudno, ale myślę, że wszyscy będą zaskoczeni rozmaitością dań, jakie przygotujemy. Będzie zdrowo i lekko. Więcej informacji wkrótce :)
Tymczasem wracając pamięcią do ostatniego lunchu podzielę się z Wami prostym przepisem na smaczne ciasteczka meksykańskie. Pojawiły się na lunchu, jako poczęstunek dla tych, którzy pomyśleli o ekologii i przenieśli, ze sobą własne talerze. W końcu gardzimy plastikiem, prawda?
Ciasteczka są dziecinnie proste. Przepis pochodzi z niezastąpionego The Post Punk Kitchen. Zamiast syropu klonowego możecie użyć syropu do kawy np. o smaku wanilii lub amaretto.
Kto chce jedno? A to proszę, częstujcie się...
Składniki:
Albo zawinąć się w koc z lekturą i kubkiem herbaty w ręce. Różne mamy potrzeby w różnych momentach życia.. :) Ważne, aby mieć taki wentyl bezpieczeństwa psychicznego, o czym dużo ostatnio uczyłam się w ramach psychiatrii. Dla mnie są to bliscy mi ludzie i cały ten punkrock. Wprowadzam też do swojego życia wysiłek fizyczny - 3 razy po 30 minut w tygodniu, który pozwala mi wyłączyć umysł i choć przez chwilę zapomnieć o tym, co mnie boli.
Minęło już trochę czasu od meksykańskiego lunchu w Meskalinie. Włożyłam w niego naprawdę dużo energii i czasu, a odwiedza nas coraz więcej osób, co wymaga jeszcze większego zaangażowania się... Kolejny lunch 19.02. Tym razem będzie to spotkanie z kaszą. Może brzmi nudno, ale myślę, że wszyscy będą zaskoczeni rozmaitością dań, jakie przygotujemy. Będzie zdrowo i lekko. Więcej informacji wkrótce :)
Tymczasem wracając pamięcią do ostatniego lunchu podzielę się z Wami prostym przepisem na smaczne ciasteczka meksykańskie. Pojawiły się na lunchu, jako poczęstunek dla tych, którzy pomyśleli o ekologii i przenieśli, ze sobą własne talerze. W końcu gardzimy plastikiem, prawda?
Ciasteczka są dziecinnie proste. Przepis pochodzi z niezastąpionego The Post Punk Kitchen. Zamiast syropu klonowego możecie użyć syropu do kawy np. o smaku wanilii lub amaretto.
Kto chce jedno? A to proszę, częstujcie się...
- 1/2 szklanki oleju
- 1/2 szklanki cukru trzcinowego
- 1/4 szklanki syropu klonowego lub innego
- 3 łyżki mleka roślinnego
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego
- 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
- 1/2 szklanki kakao
- 1 łyżeczka sody lub proszku do pieczenia
- 1/4 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki pieprzy cayenne
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/3 szklanki cukru
- 1 łyżeczka cynamonu
Nastaw piekarnik na temperaturę 180 st.C. Przygotuj dwie blaszki, które wyłóż papierem do pieczenia.
Wymieszaj 1/3 szklanki cukru z 1 łyżeczką cynamonu na talerzyku i odstaw na bok.
W średniej wielkości misce wymieszaj ze sobą olej, cukier, syrop i mleko. Dodaj aromat waniliowy. Wsyp pozostałe składniki, mieszając podczas dodawania. Kiedy powstanie jednolite ciasto, formułuj kuliki w kształcie orzecha włoskiego, układaj każdą po kolei w cukrze z cynamonem i spłaszczaj, aby powstały ciastka w kształcie dysków. Układaj je na wyłożonej papierem blaszce, "ocukrzoną" stroną w górę, w odległości ok. 3 cm od siebie. Piecz około 10-12 minut. Ostudź na kratce i zajadaj do szklanki mleka owsianego! Pycha! :)
I utwór THE FIGHT - STAY PUNK <3
